sobota, 26 marca 2016

Dwadzieścia jeden: Ona

13. marca 2014, czwartek
   Gdy się obudziła, automatycznie zdała sobie sprawę, że jest już bardzo późno. I nie myliła się - zegar w jej komórce wskazywał już parę minut po czternastej. Opadła ponownie na poduszkę i wtedy wszystko wróciło: w ułamku sekundy przypomniała sobie, co wydarzyło się wczoraj i gdzie się aktualnie znajduje. Ktoś dopuścił się na niej próby gwałtu, Marco Reus pogruchotał mu kości twarzy, a potem zabrał ją do swojego mieszkania, by przez pół nocy opowiadać o swojej przeszłości. Chciała, by to, co przeżyła, okazało się jedynie koszmarnym snem, który pryśnie, gdy otworzy oczy, lecz nie liczyła na cud. Nie spała już kilka minut, a wciąż przebywała w jego penthouse'ie. To wszystko było prawdą. Niestety.
   Uniosła się na łokciach, a gdy opuszczała stopy na podłogę, na stoliku przy łóżku dostrzegła karteczkę, wypełnioną pismem Marco. Odetchnęła głęboko i pochyliła się, by ją przeczytać.

"Muszę wyjść, o 9:00 mam trening. Powinienem wrócić wczesnym popołudniem. Czuj się jak u siebie.
                                                                                                  Marco
PS. Jeśli nie zdążę, nie wychodź, proszę. Chciałbym cię dziś chociaż zobaczyć."

   Cóż... Wczesne popołudnie skończyło się co najmniej godzinę temu, więc jeśli wierzyć mu na słowo, był już w domu. Nie przeraziło ją to, może troszkę skrępowało, w końcu spędziła noc u mężczyzny, którego znała zaledwie dwa i pół miesiąca, a któremu potrafiła jednak zaufać. Wygrzebawszy się ostatecznie z pościeli, przeszła do łazienki, by zmienić ubranie i opłukać twarz wodą, po czym skierowała się do kuchni, w celu ugaszenia ogromnego pragnienia. Zaglądając do salonu, natknęła się na Reusa: w telewizji emitowano właśnie wiadomości informacyjne, a piłkarz drzemał na kanapie ze smartfonem w dłoni. Przystanęła na moment, bo rozczulił ją ten widok, domyśliła się także, że jest bardzo zmęczony, więc nie chcąc mu przeszkadzać, okryła go leżącym nieopodal kocem i ulotniła się bezszelestnie. Na blacie obok lodówki stała woda mineralna, co ją zdecydowanie zadowoliło, nie zamierzała szperać mu w szafkach. Niemalże duszkiem wypiła dwie szklanki, a następnie odstawiła naczynie do zmywarki. Odwróciła się i momentalnie zamarła: blondyn siedział na sofie, lustrując ją przenikliwym spojrzeniem, które zwyczajnie ją peszyło. Zawstydzona, przygryzła wargę i usiadła w fotelu naprzeciwko.
   -Jak się czujesz? - spytał wprost, czym ściągnął na siebie uwagę dziewczyny. Gdy na niego zerknęła, zmrużył oczy, zacięcie wpatrując się w jeden z jej policzków. -Irmina... Czy ty widziałaś się dziś w lustrze?
   -Uroczy komplement, brawo. - sarknęła, nie rozumiejąc zbytnio, o czym mówi. -A wracając do tematu, nie jest najgorzej, jakoś się trzymam.
   -Nie o to chodzi. - wstał i kucnął przed nią, po czym delikatnie przesunął kciukiem wzdłuż lewej strony jej twarzy. Dziewczyna mimowolnie syknęła z bólu. -Uderzył cię... Masz ogromną śliwę pod okiem... Kurwa, zabiję go, przysięgam, że go zabiję.
   -Marco...
   -Może obłożysz to sobie lodem? Zawsze tak robimy po treningach, powinno pomóc.
   -Marco. - powtórzyła, łapiąc go za rękę, gdy się podnosił. -Nic mi nie będzie, to zniknie. Uspokój się, proszę.
   -Mała, jak mam się uspokoić? Wypuścili go, znów może zrobić krzywdę każdej kobiecie, z którą mnie zobaczy, nawet moim siostrom! Choć podejrzewam, że świetnie zna moją rodzinę...
   -Poświęcisz mi trochę czasu? - wtrąciła, przerywając jego słowotok. Spojrzał na nią, zaintrygowany tą prośbą. -Chciałabym z tobą porozmawiać.
   Nie spuszczał z niej wzroku, lecz ona również nie odpuściła. Marco nie bardzo wiedział, co stanie się przedmiotem konwersacji, ale nie potrafił jej odmówić. Nawet, jeżeli postanowi wyciągnąć z niego jeszcze więcej, raczej jej się uda, ponieważ nie chciał z nią walczyć. Ponownie zajął swoje miejsce, krzyżując ramiona na klatce piersiowej.
   -W porządku. Słucham.
   -Przede wszystkim, dziękuję, że to dla mnie zrobiłeś. Wyciągnąłeś mnie stamtąd i nie zostawiłeś samej... Nie wiem, czy uratowałeś mi życie, być może... Ale zdrowie psychiczne na pewno.
   -Irma, daj spokój. - żachnął się, wygładzając koc, którym niedawno go okryła. -I tak za długo stałem i na to patrzyłem, miałem pozwolić, by cię zranił?
   -Nie musiałeś...
   -Każdy na moim miejscu zrobiłby to samo. - powiedział stanowczo. -Jestem o tym więcej, niż przekonany.
   -Ale nie każdy przenocowałby mnie w swoim własnym mieszkaniu. - zauważyła, obserwując go badawczo. Uśmiechnął się, ogarniając wzrokiem swoje kolana. -A ty zainteresowałeś się mną bardziej, niż wypadało. Zaciągnęłam u ciebie kolejny dług wdzięczności, pomijając już koncert Beyoncé i tą kolację, która niezbyt nam się udała...
   -Po prostu wiedziałem, że muszę ci pomóc. Wiedziałem, jak się czujesz i jak reagować. To zabrzmi dziwnie, ale... No, cóż, mam w tym doświadczenie. Znałem go i tylko dlatego zorientowałem się, że jesteś w niebezpieczeństwie, gdy wyszedł za tobą z klubu. Żałuję, że cię nie zatrzymałem, ale nie miałem prawa, pomimo, iż źle odebrałaś to, co widziałaś.
   -Czytasz mi w myślach? - mruknęła, unosząc jedną brew. On natomiast zmarszczył czoło, próbując odgadnąć, do czego zmierza. -Chciałam zapytać cię o tą dziewczynę, z którą się... Hmm... Obściskiwałeś? Nieważne, jakkolwiek tego nie nazwać - dlaczego? Czułam się tak, jakbyś przywalił mi prosto w twarz.
   -Postąpiłem, jak kretyn, przepraszam. To potoczyło się tak szybko, że nawet nie zauważyłem, jak... Czepiała się mnie już od jakiegoś czasu, ale teraz przynajmniej dowiedziałem się po co - żeby nas ze sobą skłócić. Uciekła z Cocaine szybciej, niż ty, kiedy tylko zorientowała się, że nas nakryłaś.
   -Co nie zmienia faktu, że jej uległeś. - westchnęła, nerwowo rozczesując palcami włosy. -Kim dla ciebie jest? Kimś ważnym?
   -Jak wspomniałem, poznaliśmy się dopiero niedawno, niewiele o sobie opowiadała, więc zapamiętałem tylko, że na imię jej Ina. Wymieniliśmy się numerami telefonów, więc wyjaśnię to z nią przy okazji, nie odpuszczę.
   -Okej, ale nadal nie dałeś mi satysfakcjonującej odpowiedzi. - dociekała, wbijając w niego ciekawskie spojrzenie. Marco również podniósł wzrok. -Ile ona dla ciebie znaczy?
   -Szczerze? W zasadzie nic... Nie wzbudzała zaufania, kiepsko się dogadywaliśmy... Nie spałem z nią, jeśli to chodzi ci po głowie. A właściwie... - posłał jej szelmowski uśmiech, który wszystko tłumaczył. Irmina przygryzła wewnętrzną część policzka, rumieniąc się leciutko. -Czemu o to dopytujesz? To chyba moja sprawa, prawda?
   -Po części, bo jeśli mocno mnie dotknęła, to moja także. - odparowała, zamykając Reusowi usta. Milczał, oczekując kontynuacji, zatem zrozumiała, iż nastała jej pora. Czas na rewanż. -Widzisz... Przeżyłam już kiedyś coś podobnego. Nie tylko ciebie sprawy miłosne potraktowały bardzo niesprawiedliwie. Wprawdzie nie usłyszysz o tym jako pierwszy, ale wyprzedziła cię tylko moja mama.
   -Całkiem nieźle. - bąknął zaintrygowany, przerzucając stopy na oparcie z boku sofy. -W takim razie mów.
   -To było prawie trzy lata temu, kiedy zgadałam się z Marcelem i wraz z Julią dołączyłyśmy do jego grupy tanecznej. W ten sposób w gronie moich znajomych pojawiło się kilka innych osób, w tym Julian i dziewczyna tego twojego kumpla, Ann-Kathrin. Wtedy się jeszcze nie znali, ale do tego dojdziemy później.
   -Będę mógł sprzedać Mario rewelacje o jego kobietce? - spytał, z szyderczym uśmieszkiem zacierając ręce. Kastner jedynie prychnęła, wymownie przewracając oczami.
   -Zrobisz z tym, co zechcesz. - obojętnie machnęła ręką, zaskakując go utrzymywaną powagą. Dotarło do niego, że powinien zaprzestać złośliwych uwag. -Wracając do tematu: miałam wtedy 20 lat, byłam zafascynowana nowym środowiskiem, a na co dzień niczego mi nie brakowało, bo rodzice dobrze zarabiają i jako jedynaczkę troszkę mnie rozpieszczają. Prawdopodobnie dlatego sądziłam, że mogę dostać wszystko, czego zapragnę i podporządkować sobie ludzi, których wybrałam na swoje ofiary... I właśnie Julian stał się jedną z nich. To na serio przystojny, przyzwoicie zbudowany chłopak o świetnej rytmice i technice tańca. Poszło szybko, zakochałam się jak dziewczynka w podstawówce. I wraz z tym zaczęły się schody.
   -Nie powiedziałaś mu. - zgadywał piłkarz, coraz bardziej wciągnięty w jej historię. Karcił się za to, że z niecierpliwością czekał na końcowy rezultat, lecz chciał jedynie upewnić się, iż ta nić porozumienia między nimi jednak istnieje. -Nie wierzę. Ty, wieczna buntowniczka?
   -Nie miałam w sobie tyle odwagi. - przyznała nieśmiało. -Nie myślałam, że mogę mu się spodobać... Aż do dnia, w którym Marcel zestawił nas razem w duecie do jakiejś strasznie łzawej piosenki. Budowaliśmy choreografię do lokalnych zawodów i zależało nam na świetnym występie, dlatego często zostawaliśmy po godzinach i ćwiczyliśmy to na osobności. No, i w końcu zaiskrzyło... Powiedział mi, że wreszcie pracuje z partnerką, z którą znalazł wspólny język, po czym zaprosił mnie na kolację. Nie pamiętam, kiedy ostatnio byłam tak szczęśliwa.
   -Domyślam się.
   -Super. - skwitowała uszczypliwie, na co prychnął, zmieniając pozycję do półleżącej. Czuł się przy niej na tyle swobodnie, że mógł sobie na to pozwolić. -Ale nie mów mi, że liczysz na happy end i ogromną love story, błagam.
   -Ehmm... Raczej nie, ale może jakieś pikantne szczegóły? - uniósł brwi, poruszając nimi zabawnie. Tancerka pokręciła z zażenowaniem głową, przez kilka sekund żałując, że go w to wtajemnicza, lecz na odwrót było już za późno. Poza tym, ona też chciała się komuś wyżalić - a słuchacz lepszy od Reusa chyba nie istnieje.
   -Też nie trafiłeś. - pokazała mu język. Blondyn głośno wypuścił powietrze z ust. -Na początku, oczywiście, układało się idealnie: po pierwszej kolacji poszliśmy na jakieś pięćdziesiąt następnych, urywaliśmy się do kina, teatru, nawet na basen czy kręgle. Trzymaliśmy to w tajemnicy przed Marcelem i resztą ekipy, żeby nie uruchomić maszyny z plotkami. Wtedy nie widziałam w tym nic dziwnego, dopiero po czasie uświadomiłam sobie, że Julian żadnego z naszych spotkań nie nazwał "randką". Dowiedziałam się nawet, po co odstawiał tą szopkę.
   -Zakład?
   -Nie... Cóż, tak się składało, że przed odkryciem jego tajemnicy całkiem nieźle dogadywałam się z Ann-Kathrin. Niewiele nas łączyło, ale według Forniego idealnie współgrałyśmy, a on to wykorzystywał. Zaczęłam nawet wierzyć, że wraz z tą plastikową lalą możemy wiele dać zespołowi... Ale ta wiara prysnęła po zakończeniu jednej z prób, kiedy zupełnie przypadkiem podsłuchałam rozmowę Juliana z Marcelem, w której to zachwalał Brömmel i bez przerwy powtarzał, jaką ma cudowną figurę i jaka to ona nie jest perfekcyjna... Cios poniżej pasa.
   -Wow. - jedynie tyle był w stanie z siebie wykrzesać. Nie przypuszczał, że ktoś kiedykolwiek ją spławił. Zakładał różne opcje, aczkolwiek nawet nie przeszło mu przez głowę, że żyje facet, który odrzucił jej uczucie. Okej, bywa wredna i arogancka, ale jest piękną, wrażliwą, a przede wszystkim wartościową kobietą. I on systematycznie to odkrywa. -Więc dlaczego... Po co się z tobą umawiał? Wątpię, żeby chciał w ten sposób zrobić ci przykrość...
   -Potrzebował mnie, żeby zbliżyć się do Ann. Umawiał się ze mną, bo miał cichą nadzieję, że któregoś dnia zaproponuję wspólne wyjście. Pomylił się i to ostro.
   Marco patrzył na nią zaskoczony, z wrażenia ponownie siadając na sofie. Nie wiedział, co jej powiedzieć. Dostrzegał jej cierpienie, to, że nie jest jej łatwo, więc domyślił się także, że musiała naprawdę kochać tego chłopaka. Pojął też, dlaczego ciągnęła go za język w sprawie Iny - ponieważ postawił ją w sytuacji identycznej, jak ta sprzed 3 lat. Spędzał z nią czas, a gdy znikała, ulegał wdziękom nachalnych panienek. Wczoraj w Cocaine przeżyła dokładnie to samo, sądząc, że wystawił ją dla Toennes. Automatycznie nasunęło się tylko jedno pytanie: z jakiego powodu tak zareagowała? Czy... Czy w nim też widzi już kogoś więcej, niż zwyczajnego znajomego?
   -Najgorsze w tej całej historyjce okazało się jednak to, co stało się tydzień później. Ann i Julian przyjechali na próbę jednym autem i trzymali się za ręce. Do dziś pamiętam spojrzenie Marcela, poprzez które usiłował zgadnąć, czy maczałam w tym palce, ale byłam tak wstrząśnięta, że w ogóle się nie poruszyłam. Nienawidziłam ich obojga, a w dodatku musiałam z nimi pracować. Okropieństwo.
   -A obecnie?
   -Obecnie zwisa mi to wokół tyłka. - wzruszyła ramionami z obojętnym wyrazem twarzy. -Głównie dlatego, że ich sielanka nie trwała długo, bo ona poznała tego twojego kumpla, no i się rozstali. Dostał za swoje, a ją pewnie urzekł portfel Mario, więc się do niego przyczepiła. Moja wielka miłość przeminęła, ale niesmak pozostał. Ten Götze pewnie jest mega przystojny, co?
   -Sama sobie odpowiedz, przecież już go widziałaś, nawet rozmawialiście przez chwilę. - rzucił, lustrując ją z uśmiechem. Zamyśliła się, przywołując w pamięci sytuację, o której wspominał. -Przed Cocaine, kiedy pierwszy raz na siebie wpadliśmy.
   -Ten niski, napakowany brunet? Serio? - złapała się za głowę, otwierając szeroko oczy. -Faktycznie, mówił, że przyjechał odebrać kogoś z imprezy, ale wtrąciłeś się ty i nie dokończył. Okej, no to jest przystojny. - mruknęła, ignorując jego wymowny wzrok. -I zapewne równie głupi. Cholera, gdybym posłuchała wtedy Julii, już w styczniu wiedziałabym, z kim zadarłam!
   Roześmiał się, nie komentując jednak jej słów. Doskonale zdawał sobie sprawę, że gdyby wydarzenia spod klubu potoczyły się nieco inaczej, dziś już dawno by o sobie zapomnieli, a on walczyłby z natarczywością Wessler. Z perspektywy czasu dziękuje losowi, że Irmina nie ogląda piłki nożnej, przez co nie rozpoznała ich dwójki. Ona natomiast w jednej chwili pozbyła się całego zauroczenia cudowną buźką Mario, które siedziało gdzieś w niej od tamtego wieczora. Straciła do niego jakikolwiek szacunek, pomimo, iż swoim pojawieniem się pod lokalem uchronił ją od kontuzji, bo gdyby nie on, spadłaby ze schodów. To nie czyni go jednak w jej oczach lepszym człowiekiem. Według niej, nikt, kto zadaje się z Brömmel, nie posiada czystych intencji w swoim działaniu.
   -Podsumowując moją paplaninę, Julian jest powodem, dla którego nie mam i na siłę nie szukam chłopaka. - dodała, zgrabnie ciągnąc temat do końca. -Mimo wszystko, uważam go za swoją pierwszą, poważną miłość, a on tego nie docenił. Wystarczy mi to, że tańczę i poza moimi rodzicami oraz siostrzaną miłością do Jull kocham tylko to.
   -Zaraz... - piłkarz oparł łokcie o kolana, pochylając się do przodu. Szybko połączył pewne fakty, układając je w mózgu, gdzie powstała kolejna zagadka. -Więc ty jednak...
   -Nie, Marco, nie jestem dziewicą. - sprostowała, czując, że się rumieni. Przyglądał jej się, oczekując wyjaśnień. -To wiąże się z moim zawodem miłosnym i miało miejsce w pierwszy weekend zaraz po nim. Wybrałam się na imprezę, żeby odreagować, kompletnie sama, wypiłam kilka drinków... Przysiadł się do mnie jakiś koleś, a potem poszedł za mną do łazienki... Nie protestowałam, nie chciałam, a dziś już niewiele z tego pamiętam. I bardzo żałuję, że właśnie tak wyglądał mój pierwszy raz: że mój pierwszy w życiu seks uprawiałam w klubowej toalecie z jakimś nieznajomym, a nie w łóżku z ukochanym chłopakiem. Ale przyznaję, że był dżentelmenem: jakiś czas później napisał do mnie z pytaniem, czy zaszłam w ciążę. - wciąż uśmiecha się, gdy przypomina sobie ten kiepski żart. -Ale nasza 'znajomość' skończyła się na mojej odpowiedzi, bo zwyczajnie wstydziłam się tego, co zrobiłam. Czasu już nie cofnę, muszę z tym żyć.
   -Szatan w ciele anioła. - stwierdził Reus, opierając się plecami o sofę. -Zaskocz mnie jeszcze czymś, jesteś niemożliwa! Byłaś w tej ciąży?
   -Na szczęście nie. - zachichotała, nerwowo odgarniając z twarzy niesforne kosmyki. -Marco, ja wiem, że moja historia, w porównaniu z twoją, to błahe rozterki niedojrzałej gówniary, która myśli, że jest już dorosła i próbuje wziąć za siebie odpowiedzialność... Ale... Chciałam ci udowodnić, że czasami naprawdę coś nie wychodzi i że to wielokrotnie do nas wraca, niekiedy ze zdwojoną siłą... - przerwała na moment, ponieważ piłkarz wstał i zajął miejsce na fotelu, po czym usadził ją na swoich kolanach i po raz kolejny mocno przytulił. Jego gest ją zdziwił, ale dzięki niemu poczuła się rozumiana, a on zyskał swój dowód na istnienie nici porozumienia. -Tak mi się właśnie zdarzyło, kiedy zobaczyłam cię z tą dziewczyną. Nie pytaj, dlaczego, bo nie umiem ci wytłumaczyć... Ale to chyba oznacza, że jesteś dla mnie ważny. Jakkolwiek to odbierać, po prostu potrzebuję rozmowy z tobą, kiedy jest źle, bo potrafisz...
   -Cukiereczku, ja też nie mam pojęcia, czego ode mnie oczekujesz. - wtrącił, ze spokojem gładząc jej włosy. -Ale wiedz, że daję ci od siebie tyle, ile jestem w stanie i błagam, nie wymagaj więcej. Akceptuj to, co dostajesz i wierz mi lub nie, ale to już naprawdę sporo. Być może to się kiedyś zmieni, ale nic ci nie obiecuję, okej?
   Słuchała go w milczeniu, a na znak zgody z treścią jego monologu, przytaknęła, po czym schowała twarz w jego torsie. Niewiele myśląc, przyłożył wargi do czubka jej głowy, muskając ją delikatnie. Oboje zrozumieli, że zaszły pewne zmiany, że już nie tylko przyciąganie ziemskie trzyma ich obok siebie. Dołączyła jeszcze do niego tak silna i trująca chemia, przed którą żadne z nich się nie obroni.


Blow a kiss
Fire a gun
All we need is somebody to lean on

***

Korzystam z wolnej chwili między malowaniem jajek a powstrzymywaniem się od jedzenia wszystkich słodyczy, które już na mnie czekają i wrzucam Wam wielkanocny prezent (tak w razie, gdybyście się jakimś cudem nudziły) :) 

Rozdział nie ma najlepszej treści do dedykacji, więc po prostu złożę życzenia:
Droga Dreamcatcher! WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO Z OKAZJI URODZIN! Wreszcie wyniosłam ze Snapchata jakieś sensowne informacje, a że mam dobrą pamięć do dat, to nie zapomniałam :p Pamiętaj, najlepsi ludzie rodzą się w marcu :D

No i przy okazji chciałabym też złożyć Wam życzenia wielkanocne... Zdrowych, wesołych, rodzinnych świąt, smacznego jajka, pogody ducha i odpoczynku. I żeby wszystko zawsze toczyło się po Waszej myśli :)

Do usłyszenia niedługo♡

wtorek, 8 marca 2016

Dwadzieścia: On

   Gdy tylko wyszedł na zewnątrz, rozejrzał się dookoła, w poszukiwaniu jakichkolwiek śladów. Głęboko wierzył, że jeszcze zastanie Irminę w pobliżu, że się nie spóźnił, a jej nic się nie stało. A przynajmniej nic poważnego. Przecież nie upłynęło dużo czasu... To pewna swego, upierdliwa dziewczyna i na pewno łatwo nie dała za wygraną. Ale jeśli czymś ją ogłuszył, odurzył... Piłkarz nawet nie chciał o tym myśleć. Ona po prostu cały czas tutaj była i już.
   Mógłby zawołać ją po imieniu, lecz wtedy napastnik zorientowałby się, że ktoś jej szuka i odebrałby jej możliwość wzywania pomocy. Przewidział to zagranie idealnie, bowiem kilka chwil później usłyszał jej przeraźliwy krzyk, dobiegający gdzieś z drugiej strony budynku. Prosiła, by jej nie dotykał i zostawił ją w spokoju. Było cicho, ciemno, zatem miał stuprocentową pewność, że się nie myli, poza tym, poznał ten głos. Nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo skoczyło mu ciśnienie, wiedział za to, iż wszystko naprawdę się powtarza. Tamtej nocy przeżywał dokładnie to samo. Zacisnął mocno powieki i w ułamku sekundy dotarło do niego, że jeszcze może zapobiec tragedii. Jeśli zareaguje w odpowiednim momencie. Jeśli zareaguje właśnie teraz.
   Obszedł klub dookoła i kiedy zobaczył, co się dzieje, całkowicie zaskoczony stanął w miejscu, niczym wbity w podłogę. Potrzebował odrobiny czasu, choć targały nim takie emocje, iż nie potrafił się uspokoić. Facet, którego na swoje nieszczęście świetnie kojarzył, szarpał bezradną tancerkę, obmacywał ją i molestował, by ostatecznie przycisnąć ją do maski samochodu w wiadomym celu. Płakała, błagała go o litość, lecz jego właśnie to nakręcało: jej postępująca bezsilność i to, że musi mu ulec. Bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia badał dłońmi jej ciało, systematycznie przygotowując się do zadania ostatecznego ciosu. Nie przypuszczał jednak, iż Kastner nie odpuściła. Wykorzystała jego błąd, boleśnie dźgając go łokciem w żebra, co niestety nie wystarczyło, by pozbyć się przeciwnika. Okazał się mocniejszy. Mało tego, gdy się odwróciła, całą siłą ręki uderzył ją w twarz, doprowadzając ją niemal do omdlenia. I Reus już wiedział, iż wszelkie granice zostały właśnie przekroczone. Błyskawicznie dopadł do bezwzględnego mężczyzny, po czym wymierzył mu siarczysty policzek, a następnie pięścią obłożył jego nos, przez co ten osunął się na ziemię. Nie stracił jednak piekielnego poczucia humoru, postanawiając ugodzić w niego po raz kolejny.
   -Reus... Co za miłe spotkanie. - wysyczał, uśmiechając się szyderczo. Blondyn zacisnął nadgarstki na kurtce oprawcy tancerki i postawił go do pionu. -Znów się widzimy. Coś się u ciebie zmieniło przez te dwa lata?
   -Powiedziała, żebyś ją zostawił, nie dosłyszałeś?! - rzucił pełen wściekłości, patrząc mu prosto w oczy. Nie panował nad sobą, ale zupełnie o to nie dbał.
   -Poprzednia też tak powiedziała... - odparował, wręcz śmiejąc mu się w twarz. -Miała więcej pecha, bo jej nie obroniłeś. Nie zdążyłeś czy nie chciałeś?
   Tego już nie wytrzymał. Ponownie go uderzył, prawdopodobnie łamiąc mu teraz nos, po czym cisnął napastnikiem o drzwi jego auta, a jego głowa z impetem wybiła boczną szybę, która rozsypała się na kawałki jak zamek z piasku. Piłkarz nie zamierzał się pohamować, władała nim żądza zemsty za wydarzenia z niedalekiej przeszłości, nie powstrzymałby się przed niczym. Nie liczył się z konsekwencjami, które musiałby ponieść, bo to nie stanowiło dla niego istoty sprawy. Chciał go zwyczajnie wyeliminować. I zrobiłby to, aczkolwiek czuwał nad nim dobry anioł stróż, który skutecznie odwiódł go od tego pomysłu...
   -Marco. - cichy, delikatny głos przebił się do jego myśli, gdy pastwił się nad swą ofiarą. Zastygł w bezruchu, oczekując następnych słów. -Przestań, proszę. To nie ma najmniejszego sensu, w ten sposób nie cofniesz czasu... Przestań, bo skrzywdzisz go jeszcze bardziej. Już wystarczy.
   Odwrócił się i spojrzał w jej błyszczące od łez tęczówki, które automatycznie złagodziły jego, spalone gniewem. Widział w nich wszystko, czego się spodziewał: strach, rozpacz, szok i niedowierzanie oraz niemą prośbę o pomoc. Potrzebowała go teraz, właśnie jego i nie musiał nic mówić, by zrozumiała, że go dostanie. Próbowała zdobyć się na słaby uśmiech, lecz jedynie wybuchnęła głośnym płaczem, szlochem, co złamało serce zwykle nieugiętemu i stanowczemu piłkarzowi. Przygarnął ją do siebie i schował w ramionach, by poczuła się choć odrobinę bezpieczniej. Pragnął zapewnić jej wsparcie oraz gotowość do wysłuchania, pragnął, by uwierzyła, że przy nim nic jej nie grozi. Bo tak faktycznie było. Nie zrobi niczego, na co ona nie wyrazi zgody.
   -Zabieram cię do siebie na noc. - oświadczył, okrywając ją własną kurtką, gdyż ciągle dygotała z przerażenia, jak i z zimna. -Najpierw pojedziemy do ciebie, spakujesz rzeczy, które będą ci potrzebne i wracamy do mnie. Nie zostawię cię samej w tym stanie.
   Nie zebrała się w sobie, by protestować. Z jednej strony, nie chciała zawracać mu głowy, aczkolwiek z drugiej łaknęła jego bliskości, więc skoro zaproponował jej pomoc, chętnie skorzysta. Martwił ją tylko jeden fakt, który Marco totalnie olał, więc postanowiła zwrócić mu uwagę.
   -Powinniśmy zadzwonić po pogotowie... - szepnęła, gdy wraz z pomocnikiem szła w kierunku jego wozu, ufnie wtulona w jego bok. -Sądzę, że lekarz...
   -Poradzi sobie. - syknął sucho, nieświadomie spinając mięśnie, bo nie chciał już o nim rozmawiać. -Nie zasłużył na to, ale pewnie i tak ktoś go znajdzie. A jeśli nie, zdechnie w męczarniach, bo tylko tyle należy mu się od życia.
   Irmina zerknęła na niego, ale nie zareagował, a ona nie pytała. Jeżeli zechce, to powie. I nie miała nawet pojęcia, iż mózg Marco Reusa programuje aktualnie bardzo ważne zmiany oraz decyzje, które wkrótce chłopak całkowicie świadomie podejmie.

~~~

   -Nie możesz spać? - spytał, wchodząc do własnej sypialni. Tej nocy oddał ją jednak blondwłosej tancerce, która siedziała aktualnie na jego łóżku, obejmując kolana rękoma. Wciąż była w złym stanie psychicznym, a on nie wiedział, jak może jej pomóc. Irmina to nie Carolin i widać to choćby po sposobie, w jaki przeżywała ten dramat: nie histeryzowała, nie krzyczała, nie zrzucała na niego winy. I być może dlatego się pogubił - bo wcześniej został o to oskarżony.
   -A ty? - odpowiedziała pytaniem na pytanie. Minęła dłuższa chwila, nim piłkarz ogarnął, iż Kastner wywołała go do tablicy. -Jutro pewnie masz trening, w sobotę mecz...
   -Najwyżej nie pojadę.
   -Nie pozwolę ci na to. - rzuciła stanowczo, wpatrując się w jego zaskoczoną twarz. -To, co się stało, nie wpłynie ani na twoją ani na moją karierę. Nie chcę o tym myśleć do końca życia.
   -Więc powiedz mi, co mogę dla ciebie zrobić. - przysiadł na miękkiej pościeli, od niechcenia wygładzając ją dłonią. -Nie zasnę ze świadomością, że dusisz w sobie to, co czujesz. Czego ode mnie oczekujesz?
   -Porozmawiaj ze mną. - poprosiła cicho, na co Marco automatycznie się wyprostował. Jej spojrzenie mówiło samo za siebie: nie uniknie tego tematu, już od paru godzin nabierał tej pewności. -Ten mężczyzna cię zna... Wspomniał, że znów się spotykacie, że nie obroniłeś poprzedniej dziewczyny... Przepraszam, nie powinnam tego drążyć. - ucięła, słysząc jego ciężkie westchnienie. -Nie musisz mi o tym opowiadać, ja po prostu...
   -W porządku, nie przejmuj się. - przerwał jej, energicznie pocierając twarz. Obiecał sobie, był gotowy, aby wyznać jej prawdę, choć wykopanie jej z pamięci prawdopodobnie zaboli, bo dla niego wciąż była świeża. Czasami stawała mu przed oczami w żywych obrazach. -Nie chcę, żebyś uważała, że mam z nim coś wspólnego. W zasadzie myślałem, że nigdy więcej na siebie nie wpadniemy.
   -Czy to wiąże się z tym, co wydarzyło się dwa lata wcześniej?
   -Z moją byłą partnerką, dokładniej rzecz ujmując. - uśmiechnął się, wbijając mętny wzrok w puszysty dywan. -Nie mylił się, ona faktycznie miała mniej szczęścia... Ale zacznę od tego, że wtedy byliśmy razem już ponad cztery lata. Oboje kończyliśmy dziewiętnaście, gdy się poznaliśmy, dość szybko się zakochałem, ona zresztą też. Na początku sądziłem, że to kolejny, szczenięcy związek, ale czas płynął, a my rozumieliśmy się coraz lepiej, więc potraktowałem tą relację poważnie. Zamieszkaliśmy we wspólnym mieszkaniu i układało nam się naprawdę świetnie. Wierzyłem, że możemy zbudować solidną przyszłość, założyć rodzinę...
   -Miłość na całe życie.
   -Ciężko w to uwierzyć, co? - zerknął na nią z ukosa i dostrzegł, że się uśmiecha. -Ale to prawda. Bardzo ją kochałem, potrafiłem wyobrazić ją sobie jako moją żonę. I może tak by się stało, może nie siedzielibyśmy tutaj teraz, w środku nocy i wcale bym ci o tym nie mówił. Niestety, doświadczyłem tej cholernej nieprzyjemności natknięcia się na tego typa.
   -Zrobił to... Zrobił to twojej dziewczynie? - wykrztusiła, a jej źrenice poszerzyły się nienaturalnie. Reus westchnął po raz kolejny, zacisnąwszy powieki.
   -Pojechaliśmy razem z Matsem Hummelsem i jego połówką do Düsseldorfu na jakąś dużą imprezę, nie pamiętam całej nazwy. Po wszystkim oni zostali jeszcze na kolacji, a my wróciliśmy do hotelu, gdzie zarezerwowaliśmy jeden, jedyny nocleg. Caro zgłodniała, a że restaurację zamknęli o 22:00, zdecydowała się wyskoczyć do knajpki naprzeciwko po coś ciepłego. Byłem zmęczony, więc nie poszedłem z nią, zdecydowałem, że po prostu wezmę prysznic i poczekam na nią w pokoju... Zadzwoniłem, kiedy jej nieobecność wydłużyła się do 30 minut, ale kilkakrotnie nie odebrała telefonu. W recepcji dowiedziałem się, że szła w jakimś facetem w kierunku basenu. Pierwsza myśl w głowie: świetnie, zdradza mnie, ale sprawdzę, żeby ich ewentualnie przyłapać. No, i znalazłem ich, w szatni... Z tą różnicą, że to nie była zdrada... To był gwałt, ten pierdolony sukinsyn zgwałcił moją ukochaną i zwyczajnie się śmiał, kiedy uciekał... A ona... Nie wiedziałem, czy...
   -Marco, ja nie muszę znać szczegółów. - szepnęła, przysuwając się do niego. Jego głos drżał, łamał się, więc zdawała sobie sprawę, że to bardzo trudny etap jego życia. I wcale się nie dziwiła. -Przestań, nie mogę patrzeć, jak się męczysz...
   -Nie przekazałem ci nawet połowy tej historii. - mruknął gorzko, unosząc jednak kąciki ust, kiedy Irma położyła dłoń na jego ramieniu. -W każdym razie... Parę następnych dni ciągnęło się w nieskończoność. Carolin zarzuciła mi, że to moja wina, bo z nią nie wyszedłem, bo gdybym jej towarzyszył, do niczego by nie doszło... Nie ukrywałem, że miała rację. Otwarcie przyznałem się do błędu, a wtedy spakowała się błyskawicznie i odeszła... Próbowałem ją przekonać, walczyłem o to uczucie, bo nie byłem w stanie zrozumieć, że rzuciła wszystko ot tak, z dnia na dzień, ale nie ugięła się, wyjechała z Mönchengladbach i wróciła dopiero na rozprawę sądową, która rzuciła nowe światło na cały problem, który jeszcze bardziej mnie pogrążył. Facet wyśpiewał wszystko: dlaczego to zrobił, jak to zaplanował, czym się kierował. Nie uwierzysz, naprawdę, sam długo dochodziłem do siebie po tej informacji. - pokręcił ze zrezygnowaniem głową, przeczesując przy tym włosy. -On ma córkę... 14-latkę, która ubzdurała sobie, że jesteśmy dla siebie stworzeni i powinniśmy być parą, ba, małżeństwem z dwójką dzieci i pięknym domem na obrzeżach Dortmundu. 14-latka, Irmina! Więc on, jako kochający ojciec, postanowił pozbyć się kobiety, którą kochałem 4 lata, żebym zainteresował się jego córką... I to stało się moim gwoździem do trumny. Wiedziałem, że Carolin do mnie nie wróci, bo obawia się o własne bezpieczeństwo, a ja musiałem pogodzić się z tym, że ją straciłem. Nie radziłem sobie psychicznie, więc zdecydowałem się na podpisanie kontraktu z Borussią - bliżej rodziny i przyjaciół. Jak widać, niewiele to dało...
   Irmina wpatrywała się w niego jak zahipnotyzowana, układając na półkach umysłu wszystko, co właśnie usłyszała. Wierzyła mu, zaufała po tym, czego dokonał kilka godzin temu, lecz w najśmielszych domysłach nie przypuszczała, iż ciągnie się za nim tak mroczna przeszłość. Umiała sobie wyobrazić, jak czuje się piłkarz za każdym razem, gdy wspomina ten dzień, jednak nie wiedziała, jak go wesprzeć. Milczała, nie chcąc powiedzieć nic, co mogłoby go zranić.
   -Pewnie myślisz teraz, że będziesz następna. - kontynuował, nie dając jej dojść do słowa, gdyż domyślił się, że zaprzeczy. -Ale przynajmniej rozumiesz już, dlaczego nie chcę pokazywać się z tobą publicznie: boję się, że spotka cię to samo. Spójrz, zobaczył nas razem i już mu odbiło, był przekonany, że jesteśmy parą... Dlatego nie angażuję się w związki. To znaczy, umawiam się z kobietami, ale... Cholera, nie powinienem ci o tym mówić. - uśmiechnął się podejrzanie, po czym wstał i podszedł do okna. -Istnieje prawdopodobieństwo, że mnie za to znienawidzisz.
   -Nie będę cię oceniać, obiecuję. - powiedziała, siadając na ugiętym kolanie. Nie spuszczała z niego wzroku, dzięki czemu widziała, że balansuje na granicy decyzji. Pchnięta poczuciem winy, nie zamierzała zmuszać go do tłumaczeń. -I zaakceptuję to, że nie...
   -Umawiam się z kobietami, ale tylko na jedną noc. - wyrzucił z siebie, odwracając się ku dziewczynie, by obserwować jej reakcję. Otworzyła usta, zszokowana jego wyznaniem. -Z takimi, które mnie nie kojarzą, bo załóżmy, że wybrałbym sobie taką, jak twoja przyjaciółka... Nazajutrz całe miasto wiedziałoby o tym, co robiłem z nią w łóżku. Nie w hotelu czy w klubie, zabieram je tutaj, do siebie. A rano rozstajemy się, jakby nic się nie stało i nigdy więcej nie utrzymujemy kontaktu.
   -Po co tak postępujesz? - spytała, marszcząc czoło. Za wszelką cenę usiłowała nie pokazać, jak bardzo ją zaskoczył. -Co ci to daje? Co chcesz w ten sposób osiągnąć?
   -Uciec. Od miłości, zakochiwania się i nowych związków. Przygodny seks do niczego mnie nie zobowiązuje, choć zdaję sobie sprawę, że wygląda to fatalnie, jeśli chodzi o mój wizerunek. Ostatnio złamałem zasadę i trzymam się tylko jednej dziewczyny. Nie widujemy się często, bo mieszka w Hannoverze, ale jednak.
   -Wybacz, ale muszę zadać ci to pytanie. - zaczęła, przyglądając mu się uważnie. Uniósł jedynie brwi, co odebrała jako pozwolenie. -Czy kiedy wpadliśmy na siebie wtedy, pod Cocaine... Upatrzyłeś mnie sobie jako kolejną zdobycz do kolekcji?
   -Szybko łączysz fakty. - bąknął pod nosem, znów doprowadzając ją do niemałego zdziwienia. -Ale tym mocnym policzkiem sprowadziłaś mnie na ziemię i dotarło do mnie, że tym razem trafiłem pod zły adres.
   -Należało ci się. - potwierdziła, krzyżując ręce na piersi. -I teraz też powinieneś oberwać za tą bezwstydną szczerość.
   -Chciałem, żebyś wiedziała, skoro już o tym rozmawiamy. - oświadczył poważnie, puszczając do niej oczko. -Nie mam pojęcia, jakie zdanie sobie o mnie wyrobisz, ale chociaż zobrazowałem ci, skąd to się bierze. I naprawdę cieszę się, że nie muszę tego dłużej przed tobą ukrywać. Chyba nie dałbym już rady.
   Wsunął dłonie do kieszeni i wyjrzał przez okno, dopiero tak naprawdę pojmując, ile jej zdradził. Nie ciągnęła go za język, a mimo to wyspowiadał się z ciężaru, który od paru lat leżał mu na sercu. Uczciwie, bez ubarwiania i przesadzania, zwyczajnie pokazał jej siebie i obecnie pozostało mu czekać na jej ruch. Nie będzie miał jej za złe, jeśli wyjdzie, ale na sto procent nie pozwoli jej na samotny powrót do domu. W sypialni wciąż zalegała niezręczna cisza, lecz uciążliwa tylko dla niego, ponieważ ona potraktowała ją jako czas na zebranie odpowiednich słów, by podnieść go na duchu. Nie doceniał swojego charakteru i pragnęła to zmienić, zatem wygrzebała się z ciepłej pościeli i bezszelestnie dołączyła do znieruchomiałego piłkarza. Kiedy delikatnie splotła ich palce, drgnął, po czym spojrzał na nią niepewnie. Próbował ją przejrzeć, ale nie wyczytał z jej oczu tego, co za moment usłyszy.
   -Nie jesteś złym człowiekiem, Marco. - stwierdziła dosadnie, lustrując jego twarz. -Wcześniej sądziłam, że zachowujesz się chamsko i egoistycznie, by udowodnić mi, że wszystko ci wolno, bo grasz w piłkę i masz status gwiazdy. Faktycznie, ciągle zastanawiałam się, skąd to się bierze... Ale aktualnie na serio cię rozumiem. Pewne sprawy nie poszły po twojej myśli, ale nadal walczysz. Pamiętasz... W niedzielę powiedziałeś mi, że nie należy wstydzić się tego, że coś nie idzie zgodnie z planem, bo nie zawsze musi. Kieruj się tym. Masz wielkie serce i ogromną wartość w środku, nie zmarnuj tego. Uważam, że opowiadając mi o twojej przeszłości, wykonałeś pierwszy krok w przód. Czuję się prawdziwie wyróżniona, że mnie w to wtajemniczyłeś. Trzeba rozmawiać o tym, co boli, bo to przeważnie najskuteczniejszy lek na cierpienie, dlatego możesz na mnie liczyć i...
   -Jesteś pierwszą osobą, która się o tym dowiedziała. - wszedł jej w słowo, aż zaniemówiła. Nieustannie ją zaskakiwał, przez co zaczęła nawet rozmyślać, kiedy to się skończy. -Wcześniej dusiłem to w sobie, ukrywałem i nadal ukrywam prawdę przez chłopakami z BVB, przed przyjaciółmi, przed rodziną także. I nagle pojawiasz się ty i zmieniasz w jedną noc 80% moich przekonań o samym sobie... Dziewczyno, gdzie ty byłaś do tej pory?
   -Marco, ja... Boże, nie mam pojęcia, co ci powiedzieć. - szepnęła, uśmiechając się lekko, a on odwzajemnił ten gest i finezyjnie musnął kciukami oba jej policzki. -Cóż... W takim razie muszę uporać się jeszcze z tymi dwudziestoma procentami...
   Pokręcił z niedowierzaniem głową, po czym pociągnął ich splecione nadgarstki tak, że tancerka wpadła wprost w jego ramiona, którymi szczelnie ją okrył. Nie zdawał sobie sprawy, iż zacisnęła powieki, by powstrzymać słoną ciecz, ona również nie widziała, iż po jego policzkach płyną pojedyncze łzy. Czuli, że coś ich łączy i że nie jest to tylko zwykła nić porozumienia, ale oboje odrzucali wszelkie inne myśli, nie dając im najmniejszej szansy na zaistnienie. Ale karma wraca, a przeznaczenie nie znika. Bo od niego nie da się uciec.

~~~

Zgubiłem cię pośród ludzi,
uwielbiałem cię i nienawidziłem,

i w gruncie rzeczy dobrze wiesz,
że w najgorszych momentach
nosisz w sobie anioła ciemności
który pogrąża nas oboje...


   Siedział, a właściwie na pół leżał w fotelu po drugiej stronie pomieszczenia, usiłując nie zasnąć. Przenieśli się do pokoju obok, gdyż Irmina przemocą zmusiła go, żeby poszedł do łóżka i zregenerował się przed treningiem, jednak ostatecznie to ona poległa, a on tryumfował - jak zawsze. Tak więc dziewczyna smacznie spała, a Reus wymieniał sms-y z Fornellem. Dopiero o trzeciej nad ranem znalazł czas, by opowiedzieć mu, co zaszło, naturalnie oszczędzając szczegółów i poprosić go, by dał jej kilka dni na odpoczynek. Marcel zgodził się bez większych dywagacji i przysięgał, że nie poruszy tego tematu, jeśli Kastner osobiście nie zdecyduje się na rozmowę. A podejrzewał, że będzie chciała jak najszybciej o tym zapomnieć.
   Kiedy przyjaciel skapitulował, piłkarz odłożył telefon na podłogę i jego wzrok automatycznie padł na wymęczoną blondynkę. Z uwagą przyglądał się jej drobnej sylwetce, porządkując umysł. Pomimo, iż była pogrążona we śnie, wydawała się niespokojna, o czym świadczyły proste gesty: wierciła się, marszczyła brwi i niekiedy wzdychała cicho, więc Marco wiedział, że śni o czymś nieprzyjemnym, lecz nie miał serca jej budzić. Bał się, że sama ocknie się z krzykiem, zapłakana, wpierając mu, że on tutaj przyszedł i zrobi jej krzywdę. Z drugiej strony, jeśli czuje się przy nim bezpiecznie, nigdy mu tego nie wytknie. A on głęboko wierzył, że zapewni jej to bezpieczeństwo i pomoże wrócić do odpowiedniej formy psychicznej.
   Przyszedł taki moment, w którym dotarło do niego, że w zasadzie ma to, czego chciał. Irmina Kastner spała właśnie w jego łóżku. Poniekąd spędzili razem noc, więc mógłby teraz pstryknąć jej zdjęcie i wysłać je Marcelowi z wrednym, dobijającym podpisem. Uśmiechnął się kpiąco, widząc w wyobraźni jego wściekły wyraz twarzy, lecz zaraz przypomniał sobie, że nie o to chodzi. Irmina nie jest jak wszystkie - ona jedyna dała mu kosza. Ona jedyna nie chciała się z nim kochać, bo zna swoją wartość i stosuje w życiu pewne zasady, których on nie jest w stanie przebić, nawet jako Marco Reus. Ona jedyna nie zwraca uwagi w pierwszej kolejności na to, ile kart kredytowych spoczywa w jego portfelu, w ile tysięcy euro ubierze się danego dnia, czy którym z luksusowych aut dojedzie na trening. Ona skupia się na jego charakterze i niedawno bardzo dosłownie mu to udowodniła - zobaczyła w nim człowieka, którego inni nie dostrzegają. I to dało mu do myślenia. Musi się zmienić, podejść do niej w zupełnie inny sposób, bo inaczej nic nie zyska. Jego dotychczasowe plany legły w gruzach, ponieważ zrozumiał jedno: nie będzie wyładowywał na niej swoich niespełnionych fantazji erotycznych. Po prostu nie zrobi tej wyjątkowej dziewczynie niczego, o co ona osobiście go nie poprosi.


...I kiedy wstaje nowy dzień,
przysięgasz, że się zmienisz,

jednak ponownie upadasz.
Będzie bolało cię całe ciało
będziesz szukać mnie w piekle,
bo jestem taki sam jak ty...


***

Kochane Czytelniczki, wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Kobiet!
Nawet nie wiecie, jak się cieszyłam, kiedy zobaczyłam to zdjęcie! :D I ABS-y Reusa, Boże... Gdyby ktoś pytał, gdzie jestem, to poszłam umrzeć :p

A teraz na poważnie: trochę mi się przeciągnął ten rozdział, no ale nie było innego wyjścia. Mam nadzieję, że ociepliłam w jakimś stopniu wizerunek Marco i że zrozumiecie jego zachowanie tak samo, jak Irmina, choć realnie pewnie byłoby to o wiele trudniejsze :)
Jeśli pojawił się rozdział "o nim", to możecie się domyślać, że następny będzie poświęcony "jej" i dowiecie się m.in., dlaczego Irmina nienawidzi Ann-Kathrin. Tymczasem piszcie, oceniajcie to, z czym zostawiam Was obecnie :)) Buziaki!

piątek, 26 lutego 2016

Dziewiętnaście: Przeszłość

10. marca 2014, poniedziałek
   Nie posiadał się z radości, ujrzawszy Reusa w drzwiach swojego mieszkania, lecz nie miał wyjścia i wpuścił go do środka. Po odebranym wczoraj sms-ie spodziewał się jego odwiedzin, jak i tego, iż wie o zajściu między nim a Irminą - inaczej nie plułby w wiadomości takim jadem. Blondyn tymczasem rozgościł się w korytarzu, nie ściągając choćby czapki, czym dał przyjacielowi do zrozumienia, że nie odbędą długiej rozmowy. Marcel westchnął ciężko i zamknął za nim drzwi.
   -Nie zajmę ci dużo czasu. - oznajmił, rozwiewając jakiekolwiek wątpliwości. -Klubowy lekarz zezwolił mi dziś na trening indywidualny, dlatego jestem w dobrym humorze i nie chcę, byś mi go popsuł.
   -Cieszę się. - odpowiedział brunet, opierając dłoń o ścianę. -Poważnie. Ale do rzeczy, mów, o co chodzi.
   -Irmina opowiedziała mi, jak było. - rzucił, patrząc mu prosto w oczy. Momentalnie zacisnął usta. -I ja jej wierzę. Wrzeszczałeś na nią, oczerniałeś przy całej grupie, sypałeś głupimi docinkami, aż doprowadziłeś do tego, że wyszła z próby, a wczorajszy wieczór wolała spędzić ze mną, niż poświęcić się swojemu hobby. Do tego dążyłeś?
   -Może zareagowałem zbyt gwałtownie, ale...
   -Popłakała się z twojego powodu. - tym razem to piłkarz zdecydowanie dominował w tej wymianie zdań, nie dopuszczając Fornella do głosu. -Wiesz, jakie to uczucie, uspokajanie roztrzęsionej kobiety? Nie wiesz, bo nigdy tego nie przeżyłeś i nie życzę ci tego. Marcel, ja zdaję sobie sprawę, że upatrzyłeś sobie Irmę jako jedną z głównych kandydatek do zwycięstwa w tym turnieju... Ale to nie oznacza, że masz ją wykańczać fizycznie i przy okazji psychicznie. Przyznała mi wczoraj, że potrzebuje odpoczynku... Zmęczony i przetrenowany sportowiec to zwiększone ryzyko kontuzji, prawda? Zamiast ją męczyć, powinieneś ją oszczędzać, nie tylko ją, pozostałych również.
   -Tak, masz rację. - mruknął tancerz, którego po tym monologu faktycznie ruszyło sumienie. Zaskoczony Reus uniósł brwi i wsunął ręce do kieszeni spodni. -Przepraszam, stary, za to, co powiedziałem. Sam chyba nie byłem wtedy w najlepszej kondycji...
   -Nie gniewam się. Okej, może trochę. - dodał żartobliwie, na co roześmiali się oboje. -Przecież nie będziemy kłócić się o dziewczynę, nie widzę sensu.
   -O Irminę byłoby warto. - przewrócił oczami, gdy Woody zerknął na niego wymownie. -Jezu, nie o to biega. Sądzę po prostu, że dobrze znać kogoś takiego i móc nazywać przyjacielem, co nie?
   -Skoro tak, to przy najbliższym spotkaniu grzecznie ją przeprosisz i obiecasz, że to się więcej nie powtórzy. Teraz ty zabawisz się w skruszonego szczeniaczka. I pamiętaj, że się dowiem. - z poważną miną pogroził mu palcem. -Pewnie niedługo się z nią zobaczę, więc nie omieszkam zapytać, jak ci poszło.
   -Jasne, jasne... - marudził pod nosem, na co Marco roześmiał się i podszedł do niego, by się pożegnać. I kiedy zamierzał już wyjść, Marcel zatrzymał go, kładąc dłoń na jego ramieniu. -Coś ci powiem, Woody.
   -Hmm...?
   -Nie odbierz tego jako aluzję albo coś podobnego... Nie widziałem was jeszcze razem, ale... - przeczesał włosy, uśmiechając się nerwowo, a pomocnik cierpliwie czekał. -Może bylibyście fajną parą. Zgraną i w ogóle... Dogadujecie się.
   Wyprostował się, przywdziewając na twarz drwiący uśmieszek. Oboje wgapiali się w siebie nawzajem, jakby doszukując się w tym stwierdzeniu drugiego dna. Aktualnie Reus nie potrafił sobie tego wyobrazić: kobieta, która go spławia, nazywa skurwielem i nienawidzi, miałaby tworzyć z nim związek? On i związek? Po tym, co się kiedyś wydarzyło? Był też jednak świadomy, iż akurat ta kobieta jest inna. Szanuje jego prywatność, dystansuje go, nie pcha mu się do łóżka, a przede wszystkim, akceptuje jego wady. Może dlatego, że jeszcze nie wszystko o nim wie.
   -Ta. - burknął uszczypliwie, klepiąc przyjaciela po plecach, po czym otworzył drzwi. -Na pewno.

~~~

12. marca 2014, środa

"Jesteś zajęta?"

"Yhm, kończę obiad u rodziców. Dlaczego pytasz?"

"Skończysz w godzinę? Spotkamy się na Borsigplatz."

   Przeczytała ponownie to, co napisał i przetarła oczy ze zdziwienia. Chyba jest niepoważny. Nie umawiali się wcześniej, a przynajmniej nie na dziś, a jemu nagle przypomniało się, że się nudzi? A może sądził, że stawi się na każde jego zawołanie? Pokręciła głową z niedowierzaniem i lekko poirytowana, wystukała odpowiedź.

"Zderzyłeś się z pociągiem, czy jak? A jeśli nie mam czasu?"

"56 minut. Nie toleruję spóźnień."

   Chciała krzyczeć ze złości, uderzyć pięścią w stół lub najlepiej rzucić czymś o ścianę, ale nie mogła zdemolować posiadłości swoich rodziców. Z drugiej strony, nie wiedziała, dlaczego tak się wkurza - już po drugim sms-ie w ułamku sekundy zdecydowała, że i tak pojedzie. Była przekonana, iż chłopak znów czymś zaskoczy i nie mogła się nadziwić, jak bardzo chce się przekonać, czym. Zamówiła więc taksówkę, a czas oczekiwania minął jej na zbieraniu się do wyjścia oraz pożegnaniu z rodzicami. Nie mieli jej za złe tej niespodziewanej ucieczki, gdyż doskonale zdawali sobie sprawę, że ich jedyna córka żyje już własnym życiem i nie zamierzali w nie ingerować.
   Jakieś dziesięć minut przed podaną przez Marco porą, stawiła się w wyznaczonym miejscu i z zaskoczeniem odkryła, że na parkingu, wzdłuż jednej z uliczek, stoi czarny Aston Martin, a chłopak siedzi w środku i przygląda jej się wymownie. Przewróciła oczami i jak najszybciej zajęła fotel pasażera. Przypuszczała, że piłkarz nie chce, by zostali przez kogoś przyłapani.
   -Wytłumacz mi to. - fuknęła z pretensją w głosie, gdy mknęli już przez Dortmund. -Aż tak bardzo za mną tęskniłeś?
   -Może. - odparował, zamykając jej tym samym usta. Spojrzała na niego, nie wiedząc, co powiedzieć. -Weź, daj spokój. Pojechałem do myjni, a że nie mam ochoty zbyt szybko wracać do mieszkania, pomyślałem, że namówię cię na drinka... Albo coś bezalkoholowego.
   -Co ty sobie wyobrażasz, Reus? - uśmiechnęła się, kiedy dotarło do niej, że po raz pierwszy zwróciła się do niego po nazwisku. W jej umyśle zabrzmiało dość dziwnie. Gdyby tylko Julia to słyszała... -Że będę twoją panną do towarzystwa? Nie farbuj już więcej włosów, bo najwyraźniej wyżerają ci mózg.
   -Ty się odczep od mojej fryzury. - pogroził jej palcem, zerkając w boczne lusterko. -I pilnuj swojego nosa.
   -Na starość wszystkie ci wypadną. - mruknęła z przekąsem, jednak na tyle cicho, że nie wychwycił nawet słowa, zatem postanowiła zwinnie zmienić temat. -Dokąd właściwie mnie zabierasz?
   -Do Cocaine. - oświadczył pewnie. Dobrze wiedział, iż Marcel pracuje dziś popołudniu i z tej okazji chciał spełnić jego niedawne życzenie - pokazać mu się razem z Irminą. W domu długo rozważał, czy faktycznie do siebie pasują i stwierdził, że taka opcja nie istnieje. Ostatecznie wziął jednak pod uwagę zbieżność charakterów, znajomych, zamiłowanie do sportu i wyłuskał jakieś 20% szans. Potrzebował tylko potwierdzenia od przyjaciela, że na pewno się myli. -Podobno mają dzisiaj promocję na alkohol, ze względu na środek tygodnia.
   -Nie wypiję z tobą! - żachnęła się, krzyżując ręce na piersi, na co roześmiał się głośno. -Jeśli mnie upijesz i zgwałcisz, będę tego żałowała do końca życia.
   -Ja też. - powiedział, puszczając do niej oczko. Znów ją zgasił, błyskawicznie zrozumiała, że popełniła gafę, rzucając ten tekst. Zagryzła wargę, odwracając wzrok.
   -Poznasz też Marcela. - wybroniła się. -To właśnie on, razem ze swoim przyjacielem prowadzą ten klub.
   -Przeprosił cię? W sensie... Rozmawiałaś z nim?
   -Tak. Biedny, kajał się przede mną, aż zrobiło mi się go strasznie szkoda i wybaczyłam. Nie dał mi wyboru. - dodała, odtwarzając w pamięci moment, w którym do niej zadzwonił. Marco natomiast pozostawił jej wypowiedź bez komentarza. Zapobiegawczo, by się nie zdradzić. Rozpierała go duma, ponieważ okazało się, że jego ironiczne metody wychowawcze jednak działają i w zawrotnym tempie przynoszą pożądane rezultaty. Surowy i wymagający pan Fornell ugiął się na żądanie bezwzględnego i nieznającego litości pana Reusa. W takim combo zawsze wygrywa tylko jeden.
   Tancerz omal nie przewrócił się za barem, dostrzegłszy ich dwójkę, kierującą się ku niemu. Z trudem się opanował i zachował powagę, usiłując więcej uwagi poświęcić Kastner, niż Reusowi. Dziewczynie umknęło niecodzienne zachowanie pomocnika, gdyż cieszyła się, że może przedstawić brunetowi kogoś, kogo on do tej pory podziwiał wyłącznie z trybun Signal Iduna Park. Ten za to wysłał dortmundzkiemu graczowi jednoznaczną wiadomość: rozliczą się z tego na osobności.
   -My się w zasadzie znamy. - syknął przez zaciśnięte zęby, na co Woody zamarł na moment w bezruchu. -Marco i jego znajomi często wynajmują u nas lożę VIP po meczach. Powinienem założyć im tutaj kartę stałego klienta.
   -Serio? - zdziwiona dziewczyna uniosła brwi, po czym odwróciła się do swego towarzysza. -Nie wspominałeś mi o tym!
   -Bo nie pytałaś. - swobodnie wzruszył ramionami. Bawił go fakt, że Forni wybuchnąłby z wściekłości, gdyby tylko był w stanie.
   -Świat jest mały, Irma. Niedługo może się okazać, że wszyscy wszystkich tu znają. - nie umiał powstrzymać uszczypliwości. -Coś wam podać?
   Wybrali dla siebie kolorowe napoje, po czym poszli na górę, zająć miejsca, w których zazwyczaj siadają. Marco ciągle szeroko się uśmiechał, świętując poniekąd swój tryumf, a niczego nieświadoma Irmina sądziła po prostu, że piłkarz ma dobry humor. On wiedział, że 23-latka niczego nie podejrzewa i to nie tak, że było mu z tym dobrze. Rozśmieszała go frustracja Marcela. Okłamywanie jej - bolało.
   Po pewnym czasie rozmowa pochłonęła ich do tego stopnia, iż blondyn praktycznie zapomniał, w jakim celu przyjechali do Cocaine. Nie przejmował się tym, że ktoś może ich nakryć, nagrać, zrobić zdjęcie, a na końcu lecieć z tym do gazet. Oni zwyczajnie świetnie się ze sobą czuli. Rozmawiali, śmiali się, przekomarzali, Marco pokazywał jej nakręcone telefonem śmieszne filmiki z szatni lub treningów, Irmina w rewanżu dzieliła się z nim swoimi wpadkami z prób oraz oficjalnych występów. Wymienili się adresami do swoich kont społecznościowych na przeróżnych portalach, spamowali sobie nawzajem, wysyłali zaproszenia, subskrybowali, obserwowali. I rzeczywiście, znalazł się ktoś, kto bacznie ich obserwował i wyciągał wnioski z przewijających mu się przed oczami obrazków. Marcel zawsze dużo widzi. Niestety, był jedyną z trzech osób, które w tamtej chwili życzyły im szczęścia. Druga zwyczajnie musiała działać według planu, natomiast trzecia... Trzecia zamierzała sprawić, że koszmar z przeszłości Marco Reusa odrodzi się na nowo.
   -Posłuchaj, Woody. - zaczęła tancerka, niemal krztusząc się przełykanym sokiem. Właśnie dowiedziała się, w jaki sposób piłkarz zdobył swoją ksywę. -Muszę do łazienki. A ty grzecznie na mnie czekaj i pamiętaj: nie stukaj dziobem w drewno!
   Popukał się w czoło, a co ona znów wybuchnęła śmiechem i udała się w stronę toalet. Kobieta, która od kilku minut nie spuszczała z nich wzroku, doskonale wiedziała, że czas na atak. Nieobecność Irminy nie potrwa długo, zatem wzięła głęboki wdech i ruszyła w kierunku osamotnionego aktualnie piłkarza. Stanęła na wprost niego, nie siląc się nawet na imitację przypadkowego spotkania. Oparła nadgarstki na biodrach, uśmiechając się nienaturalnie.
   -Ina? - Marco otworzył usta ze zdziwienia, marszcząc do tego brwi. Niespecjalnie przejawiał oznaki zachwytu. -Co ty tu robisz?
   -Czekam na kogoś. - wzruszyła ramionami, przysiadając się bezpośrednio do niego. -Ale ten ktoś się spóźnia... A ty? Jesteś sam?
   -Z koleżanką. Akurat wyszła.
   -Skoro wyszła, to...
   -Wybacz, ale nie rozumiem, do czego pijesz. - rzucił stanowczo, zachowując odpowiedni dystans. Nie darzył jej zaufaniem, dlatego nagłe spoufalanie się było dla niego podejrzane. -Zaraz wróci. Zostań, jeśli chcesz, myślę, że się nie obrazi.
   -Dzięki, mówiłam, że umówiłam się ze znajomymi. - przypomniała, odważnie przesuwając dłonią od jego kolana do uda. Podobało mu się, że dziewczyna wreszcie przejęła kontrolę, lecz usiłował to ukryć. -Może następnym razem. W innym miejscu.
   W parę sekund przestała przeszkadzać mu jej dotychczasowa zaborczość. Uśmiechnął się cwaniacko, lecz nim wykonał jakikolwiek ruch, Ina podniosła się i zniknęła w tłumie na dolnym poziomie. Gdy w końcu odprowadził ją wzrokiem, dostrzegł wpatrującą się w niego Kastner. Wyraz jej twarzy przemawiał sam za siebie. Mocno przesunęła zębami po dolnej wardze, kilkakrotnie szybko mrugając powiekami.
   -Naprawdę sądziłam, że jesteś inny. - wycedziła, przelewając na niego cały swój żal oraz złość. -Ale właśnie udowodniłeś mi, że wszyscy piłkarze są tacy sami.
   -Irma, źle to odebrałaś... - złapał ją za rękę, kiedy schyliła się po leżącą na skórzanej kanapie torebkę, ale mechanicznie ją wyszarpnęła. Zdał sobie sprawę, że nic już nie zdziała. -Pozwól mi to...
   -Daj mi spokój. - warknęła, nawet na niego nie spoglądając. -Nie odzywaj się do mnie więcej. Nie pisz, nie dzwoń... Najlepiej zapomnij, że w ogóle istniałam, okej?
   Nie zatrzymywał jej, gdyż wiedział, że nie ma do tego prawa. Wiedział też, że znów nawalił i że Ina najwyraźniej dopięła swego, doprowadzając do tego sporu. Przejrzał ją i miał rację, przypuszczając, że za jej nagłą przemianą kryje się drugie dno. Tylko dlaczego znów się na nie nabrał?
   Blondynka zbiegła ze schodów, podążając teraz wprost do głównego wyjścia. Widział ją, bo opierał się o barierkę. Dzięki temu zobaczył również, kto opuszcza klub tuż za nią i choć nie potrafił w to uwierzyć, nie mylił się. Przetarł oczy, złapał się za głowę i w jego umyśle nadal widniała ta postać. Przeklęta, znienawidzona, przez którą niegdyś stracił wszystko, na co ciężko zapracował. A teraz przeżywał cholerne déjà vu. Nie zastanawiał się dłużej. Założył kurtkę i pokonując po dwa stopnie na raz, zamierzał jak najszybciej znaleźć się na zewnątrz. Nie przewidział jednego albo raczej wyleciało mu to z głowy. Marcel Fornell zawsze dużo widzi.
   -Ty już skończyłeś imprezę, kolego. - stwierdził sucho brunet, tarasując mu drogę. -Kolejnej szansy nie dostaniesz ani od niej ani ode mnie.
   -Puść mnie. - syknął zdenerwowany, próbując go wyminąć, jednak bez skutku. Wściekle zacisnął pięści. -Forni, do cholery!
   -Jeszcze ci mało? - nie odpuszczał, choć Reus w ogóle go nie słuchał. -Tobie chyba nie można powiedzieć, że pasujesz do jakiejś dziewczyny! Obiecałeś mi, że...
   -On tu jest. - przerwał mu, by nie marnować czasu. Liczyła się każda minuta. -Wyszedł za nią... Musiał nas śledzić, skoro wiedział, że tu będziemy... Myślałem, że... Tylko jakim cudem... Kurwa, daj mi przejść, bo jeśli ją choćby tknie, nigdy sobie nie wybaczę, że ją tutaj dziś zabrałem, rozumiesz?
   Rozumiał niewiele, w zasadzie nic. Nie żądał jednak dodatkowych argumentów: nie pamiętał bowiem, kiedy po raz ostatni było mu dane zobaczyć piłkarza w takim stanie. Jego tęczówki pociemniały, wręcz płonęły gniewem, on sam aż trząsł się ze złości, spinając każdy możliwy mięsień swojego ciała. Marcel zdawał sobie sprawę, iż obecnie nie dowie się, o co chodzi, nie mógł także zostawić Cocaine, ponieważ przypadła mu zmiana w samotności. Marco nie pozostawiał mu wyboru: musiał mu zaufać i wierzyć w jego zimną krew. Przyszło mu to z trudem, lecz tak właśnie postąpił.
   -Zadzwoń później, dobrze? - poprosił, nie oczekując odpowiedzi i takowej nie uzyskał. Woody pokiwał w zamroczeniu głową, pożegnał się i odszedł. To naprawdę do niego wracało, tym razem z podwójną mocą, ale nie podda się, bo nie może. Będzie silniejszy. Weźmie na siebie odpowiedzialność za te wydarzenia. A jeśli zajdzie taka potrzeba, powie Irminie to, o czym na tym etapie ich znajomości najwyraźniej powinna już wiedzieć.

Is it too late now to say sorry?

***

Nie powiem nic odnośnie tego rozdziału - nic nic nic :p Jedynie tyle, że pewnie następny nie pojawi się zbyt szybko, bo na przyszły tydzień mam baaardzo dużo zadane i muszę jeszcze napisać rozdział na drugiego bloga... Który, swoją drogą, pojawi się w poniedziałek, jak dobrze pójdzie.

Cytat na końcu: Justin Bieber - Sorry. Ostatnio bardzo przekonałam się do tego chłopaka :)

Do następnego! ❤

niedziela, 21 lutego 2016

Osiemnaście: Zaproszenie

7. marca 2014, piątek
   Od dwóch godzin trafiał go szlag. Jego ludzie, jego przyjaciele, z którymi pracował już kilka pięknych lat, zawodzili dziś na całej linii. Jonas i Ben ciągle żartowali między sobą, nawet nie starając się, by dotarły do nich jakiekolwiek zalecenia. Ann-Kathrin oraz Sophie narzekały na wystarczający, ich zdaniem, wycisk, jaki dziś dostali, natomiast Irmina... Na niej przejechał się najbardziej. Od samego początku zamyślona i kompletnie nieobecna, błędnie wykonująca figury, które do tej pory wychodziły jej perfekcyjnie. Sytuację ratowała tylko Julia, wpatrująca się w niego z uwagą, najpilniejsza słuchaczka tego wieczora. Kochał ją za to jeszcze mocniej i dziękował Bogu, że przynajmniej ona przykłada się do pracy.
   -Ja wiem, że jest weekend, a wy macie swoje plany i chcecie jechać do domów. - jęknął, zbierając w sobie resztki energii. -Sam nie marzę już o niczym innym, więc włóżcie w tą choreografię trochę serca i kończymy. Błagam was, idzie nam to jak po maśle!
   -Bo przesadzasz. - odezwała się Brömmel, na co Marcel otworzył szeroko oczy. -Katujesz nas całe popołudnie, aż zdążyło się ściemnić. Jesteśmy ludźmi, nie robotami, zapomniałeś? Do mistrzostw mamy jeszcze mnóstwo czasu.
   -Z tym, że...
   -Ona ma rację. - wtrąciła nagle Kastner. Jej największa od dawna rywalka nie potrafiła w to uwierzyć, ale cieszyła się, że ktoś podziela jej opinię. -Nie traktuj nas jak maszyn do bezustannego zapierdalania. Dopadł nas słabszy moment, więc pogódź się z tym i odpuść.
   -Akurat twój jest wyjątkowo kiepski. - sarknął głośno, by oczernić ją na forum całej ekipy. Zacisnęła usta, marszcząc gniewnie brwi.
   -Zrób przerwę. - zażądała tonem nieznoszącym sprzeciwu. -Albo więcej już nie zatańczę.
   Postawiła go pod ścianą, zamykając mu jednocześnie buzię. Nie dała mu wyboru - bez niej ten układ nie ma żadnego sensu, musiał zatem ustąpić i spełnić jej życzenie. Tym bardziej, że aprobaty dla niego doszukał się w oczach pozostałych osób. Westchnął ciężko i wypuścił powietrze z ust. 
   -Dobrze. Pięć minut.
   Irma uśmiechnęła się do niego ironicznie, po czym żwawym krokiem opuściła parkiet. Nie dostrzegła zaskakująco wdzięcznego wzroku Ann, zdziwionego spojrzenia Jull ani nadal szeptających ze sobą kolegów. Wywalczoną pauzę zamierzała spędzić z telefonem, w pamięci którego, jak podejrzewała, czeka ważna wiadomość. Od prawie tygodnia utrzymywała bowiem stały kontakt z Marco, a rano otrzymała od niego niepokojącego sms-a i obecnie oczekiwała wyjaśnień. Martwiła się o niego. Nie zdawała sobie sprawy, że zaangażowała się w tą znajomość, ale wiedział to obserwujący ją z daleka Marcel. Nie był głupi i domyślał się, że piłkarz może być przyczyną rozkojarzenia jego nadziei na sukces w czerwcowych Ogólnokrajowych Mistrzostwach Tanecznych. I na razie nie miał pojęcia, jak temu zapobiec.

"Spokojnie, nie stało się nic złego. Co robisz w najbliższą niedzielę?"

   Odetchnęła z ulgą. Przez kilka godzin żyła w strachu, że chłopaka dotknęło nieszczęście, a on, jak gdyby nigdy nic, proponuje jej kolejne spotkanie. Uśmiechnęła się, wpatrzona w wyświetlacz smartfona.

"Marcel pewnie zorganizuje próbę... A Ty nie miałeś przypadkiem jechać na mecz?"

"Miałem, ale nie jadę. Złapałem drobną kontuzję, lekarz wykluczył mój występ."

"Przykro mi."

   Rozumiała go, jak nikt inny, a on doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Wyobrażała sobie, jak cierpi, nie mogąc pomóc drużynie, nie mogąc oddać się temu, co kocha. Taki jest jednak sport - raz znajdujesz się na fali wznoszącej, a za chwilę niespodziewanie spadasz w dół i rozpaczliwie szukasz motywacji, by się podnieść. I dajesz radę, zatracony w miłości do swojej pracy. Bo nie chcesz się zatrzymać. Bo udoskonalanie siebie sprawia, że czujesz się spełniony.

"Potrzebuję towarzystwa... Wpadniesz? Możemy obejrzeć ten mecz, jeśli zechcesz, pokażę Ci, że futbol to nie tylko kopanie piłki od bramki do bramki :)"

   Roześmiała się cicho, zatykając usta dłonią. Odnosiła wrażenie, iż Marco zachowuje się zupełnie inaczej, odkąd wyjawił jej, że jest wielkim Marco Reusem. Bardziej swobodnie, na luzie. Wprawdzie bywał jeszcze dupkiem, aczkolwiek coraz częściej otwierał przed nią prawdziwego siebie. Czyżby właśnie w tym tkwił sekret jego nagminnej bezczelności? W byciu znanym milionom ludzi na świecie?
   Wystukała pierwszą część odpowiedzi, kiedy tuż nad nią pojawił się Fornell. Wstrzymała oddech i zastygła w bezruchu.
   -Możemy pogadać? - spytał, wsuwając ręce do kieszeni bluzy. Spojrzała na niego, zagryzając górną wargę.
   -A nie kończy się już przerwa? - nie umiała ugryźć się w język. Tancerz przewrócił oczami, siadając na krześle obok niej.
   -Irma, co się z tobą dzieje? Nie poznaję cię dziś... Jesteś taka... Hmm, wredna i niedostępna. Dlaczego?
   -Może jestem zwyczajnie zmęczona? - odparowała, podnosząc głowę i spoglądając wprost w jego zagubione tęczówki. -Jak my wszyscy zresztą. Uparłeś się na te zawody, jakby odbywały się za tydzień, choć złożyłeś już pełen układ. Po co nas męczysz?
   -Bo dziś odstawiamy jedną, wielką katastrofę! Do tej pory nie było żadnego kłopotu, a teraz...
   -Więc wyluzuj na dwa, trzy dni. Zregenerujemy siły i wszystko wróci do normalności.
   -Chyba śnisz. W niedzielę znów ćwiczymy.
   -Słucham?! - odwróciła się w jego stronę, obdarzając go porcją jadu. Zamknął oczy, żeby nie wybuchnąć. -Żartujesz, prawda?
   -Nie. Dopóki nie zatańczymy, jak należy, nie zrobimy dłuższego odpoczynku.
   -W takim razie ja nie przyjdę. - rzuciła, wstając z miejsca. Dostrzegła wtedy, że ich rozmowę śledziła cała grupa, co ją nieco speszyło, ale nie przywykła, by się tym przejmować. Poza tym, liczyła, że poprą ją w stu procentach. -Zobaczymy się, gdy minie ci obsesja na punkcie tego turnieju.
   -Irmina! - wrzasnął Forni, wyraźnie wytrącony z równowagi szarpiąc jej ramię. Toczyli walkę na spojrzenia, której żadne nie chciało przegrać. -Nie masz prawa...
   -Umówiłam się! - rzuciła bez namysłu. W sali zapadła głucha cisza, a Marcel zacisnął pięści, totalnie wybity z rytmu. Reus. Cholerny Reus. -Ktoś cię już wyprzedził, więc pozwól, że skorzystam.
   Umilkła w obawie, że powie zbyt wiele, a następnie, pod ostrzałem kilkunastu źrenic, odblokowała ekran iPhone'a i dokończyła wiadomość.

"Jasne, że wpadnę, zgadamy się później. Do zobaczenia."

   Planowała potem rozładować napiętą atmosferę, lecz podjąwszy spontaniczną decyzję, rozwiązała buty i skierowała się do szatni, udowadniając Fornellowi, iż jego rządy mają ograniczony zasięg. Nie obchodziły ją rozmowy za plecami. Wierzyła wręcz, że cała grupa pójdzie w jej ślady i zamelduje się pod prysznicem, ucierając nosa autorytarnemu ostatnio przywódcy. Przecież sam przyznał, że bez niej to "nie ma żadnego sensu", tak?

~~~

8. marca 2014, sobota
   Siedzieli na kanapie, delektując się wyjątkową ciszą, jedynie z głośników płynęła spokojna, relaksująca muzyka. Aktualnie nie rozmawiali: ona wtulała się w jego bok, natomiast on subtelnie przesuwał palcami wzdłuż jej odsłoniętego ramienia. Złożył jej niezapowiedzianą wizytę i miał szczęście, że zastał ją w domu. Dziś Dzień Kobiet, a dziewczyna, specjalnie dla niego, zdecydowała się przełożyć godzinę babskiego spotkania z przyjaciółkami. Był cholernym farciarzem. Może dlatego, że był też piłkarzem, bo większość pań pierwszego lepszego faceta, wpadającego do nich znienacka, zapewne wyrzuciłaby za drzwi.
   -Zaprosiłem ją do siebie na jutro. - powiedział w końcu, przerywając milczenie. Towarzyszka zerknęła na niego kątem oka.
   -Po co?
   -Bez powodu. Zawsze musi jakiś być? - fuknął obruszony, na co wzruszyła ramionami. -Sądzisz, że to zły pomysł?
   -Nie wyciągaj pochopnych wniosków, Marco. - uśmiechnęła się, gładząc jego policzek. -Zdradzę ci, jak to wygląda z mojego punktu widzenia. Gdybym była Irminą, twoje postępowanie już dawno namieszałoby mi w głowie. Najpierw jej nienawidzisz, później podrywasz, uwodzisz, kłócisz się z nią, następnie przepraszasz, całujesz, okazujesz sympatię i tak w kółko. Dziwne, że jeszcze nie zwariowała i nadal cię lubi.
   -Przecież właśnie o to chodzi. - mruknął, tajemniczo unosząc brew. -Żeby ją ogłupić. Chcę zdobywać jej zaufanie i niedawno odkryłem, że jako Marco Reusowi nawet lepiej mi to wychodzi.
   -Bo poczuła, że wyjawiłeś jej ważny sekret, więc pewnie nic już przed nią nie ukrywasz. Szkoda, że się myli.
   -Samantha, kochanie, nie pomagasz. - mruknął, zręcznie wyswobadzając się z jej objęć. -Nie mogę jej powiedzieć o Marcelu, bo on zakochał się w przyjaciółce Irminy i nawet kręcą ze sobą, ale ona mi kibicuje, w takim sensie... Hmm, dość wymownym. Z drugiej strony, nie chciałbym okłamywać Irmy, lecz w tej sytuacji muszę. Nie istnieje idealne rozwiązanie... A ona jest taką kobietą, którą nie interesują moje pieniądze i sława, ucieka od tego.
   -Chyba nie rozumiem, do czego brniesz. - skwitowała, przepraszająco marszcząc czoło. -I jak ją traktujesz. Chcesz się do niej zbliżyć, czy po prostu upokorzyć i zniknąć?
   -I jedno i drugie. - rzucił, ku jej zaskoczeniu. -Oj, chodzi o to, że ona od początku postrzega mnie jako Marco Reusa - chłopaka urodzonego i wychowanego w Dortmundzie, a nie Marco Reusa - tą najcenniejszą gwiazdę Borussii. Przed nią nie muszę nikogo udawać... Za to cholernie weszła mi za skórę.
   -To nie ma sensu. - uznała, kręcąc ze zrezygnowaniem głową. -Kiedy zastanowisz się wreszcie, co jest między wami tak naprawdę, wrócimy do tematu jeszcze raz, okej?
   -Nie! Nic nas nie łączy, poza dwoma problemami. - przerwał, by wychylić się po wibrujący na szklanej ławie telefon. Spojrzał na wyświetlacz, a na jego twarzy rozkwitł kpiący wyszczerz. -Jeden z nich właśnie do mnie dzwoni. Przepraszam cię, odbiorę.
   Wstał z sofy i udał się do okna balkonowego, po czym odetchnął głęboko i nawiązał połączenie. Nie zdążył wypowiedzieć ani słowa, przywitany szybkim atakiem rozmówcy.
   -Masz chwilę?
   -Cześć, Forni. - zaczął z opanowaniem, serwując przyjacielowi sarkastyczną lekcję kultury. -Jasne, nawijaj.
   -Wolałbym w cztery oczy. Dotrzesz do mnie w pół godziny?
   -Odpada. Jestem w Hannoverze.
   -W Hannoverze?! - wykrzyknął zdziwiony. Zamierzał już pytać o przyczynę tego wyjazdu, ale domyślał się, że ją zna, co rozwścieczyło go jeszcze bardziej. -Dobra, zapomnij. Kiedy wracasz?
   -Dzisiaj... Jutro... Sorry, bro, ale w ten weekend nie znajdę już dla ciebie czasu. Możemy spotkać się w następnym tygodniu.
   -To mnie nie urządza. - sarknął rozsierdzony, a do piłkarza dotarło, iż tancerz aż kipi nienawiścią. -Myślę, że wiesz, dlaczego, więc chciałbym ci uświadomić, że Irmina nie jest twoją własnością, tak, jak ty ma obowiązki, z których przez ciebie się nie wywiązuje, dlatego jutrzejsze spotkanie będzie waszym ostatnim, tak?
   -Marcel, co ty pieprzysz? - blondyn złapał się za głowę, przeczesując przy okazji włosy. Użyty wulgaryzm zwrócił uwagę Samanthy, która automatycznie położyła dłoń na jego ramieniu. Docenił to, bo czuł, że skoczyło mu ciśnienie. -Nie wspominała, że będzie zajęta, zgodziła się... O niczym nie miałem pojęcia!
   -Odmówiła udziału w próbie. Co, napisałeś jej, że biedny, chory i zmęczony leżysz w łóżku i poprosiłeś, żeby ugotowała ci obiadek? A dzisiaj bzykasz się z tą suką, z którą ostatnio minąłem się w drzwiach twojego mieszkania?! Przekraczasz wszelkie granice, Reus i nie śnij, że ci na to pozwolę. Odczep się od niej albo inaczej się policzymy.
   -Stary, ja...
   -Irma to nasza gwiazda na czerwiec. - ciągnął, nie dając Woody'emu dojść do głosu. -Wierzę w to, że sobie poradzi i spełni marzenia z dzieciństwa... O ile wcześniej jej nie zniszczysz. Krzywdzisz ją, do jasnej cholery, więc najlepiej zostaw ją w spokoju! Powinna skupić się na pracy, a nie na tobie!
   -Posłuchaj mnie. - spróbował po raz kolejny, lecz i tym razem bez skutku. Fornell się nie ugiął.
   -Nie zamierzam z tobą dyskutować! Nie zasługujesz na taką dziewczynę i żałuję, że w ogóle pomyślałem, że ty i ona... Moglibyście kiedykolwiek... Ech, już nic. To wszystko, Marco. Do zobaczenia.
   Rozłączył się niemal natychmiast, a dortmundzka 'jedenastka' jeszcze kilka minut po tym telefonie trwała w bezruchu, dochodząc do siebie. Samantha nie odzywała się, po prostu była tuż obok i przytuliła go, kiedy silnie zacisnął pięść, w której trzymał aparat. On także objął ją ramionami, chowając twarz w jej gęstych włosach. Zraniło go to, co usłyszał. Uderzyło w niego mocno i boleśnie.
   -Mogę ci jakoś pomóc? - szepnęła, nie odsuwając się od niego. -Nie przejmuj się. Ideały nie chodzą po świecie...
   -Wiem. - uśmiechnął się, ujmując jej twarz w dłonie. Wpatrywali się w siebie nawzajem, rozczytując dominujące emocje. -Wiem, cukiereczku. Proszę cię o szklankę wody, nic więcej.
   Wygładziła kciukiem jego żuchwę, po czym oddaliła się do kuchni, a on podążał za nią wzrokiem. Obserwował każdy, jej najdrobniejszy ruch, gest, mrugnięcie powieki. Potem plecy, pośladki, uda... I uznał, że nie potrzebuje ani szklanki, ani wody, że chce po prostu ją. Poszedł do pomieszczenia, w którym się znajdowała, wyjął jej z ręki naczynie, po czym odwrócił w swoją stronę i posadził na blacie, zachłannie wbijając się w jej usta. Nie protestowała. Bo dla niej także seks z nim powoli zaczynał stawać się najlepszą formą odprężenia.

~~~

9. marca 2014, niedziela
   -W poprzedniej akcji nie było spalonego! - śmiał się, wymachując rękoma w kierunku ekranu telewizora. -Za to w tej masz kilometrowego, ponieważ przed Aubą stał już tylko bramkarz Freiburga, a obrońcy dopiero go doganiali. Gdyby wpadł gol, byłby niesprawiedliwy, bo nikt nie mógł mu zapobiec. Teraz rozumiesz?
   -Staram się. - powiedziała, spoglądając na niego z ukosa, po czym zaczęli się śmiać. Po wczorajszym starciu z Marcelem Marco nie miał najmniejszej ochoty spędzać wolnego czasu z Irminą, lecz kiedy zobaczył ją w drzwiach, nie potrafił odmówić. Przywiozła w dodatku jego ulubione czekoladki - których nie dokończyli w Walentynki - a pierwsze, zadane przez nią pytanie, dotyczyło jego kontuzjowanego kolana. Dostrzegł, że się o niego martwiła i nawet trochę żałował tego, co stało się wczoraj u Samanthy. Tancerka zdecydowanie poprawiła mu humor, więc szukał już sposobu, by się odwdzięczyć. Tym bardziej, że ją również wyraźnie coś strofowało.
   -W takim razie podaj mi, proszę, najkrótszą definicję pozycji spalonej, jaką znasz. - uniósł brwi, przesuwając się tak, by siedzieć przodem do niej. -Na przykład taką, którą sprzedałabyś mojemu 3-letniemu chrześniakowi. Żeby ogarnął.
   -Ale my rozmawialiśmy o spalonym, a nie o pozycji spalonej... - urwała, widząc, że chłopak patrzy na nią z politowaniem, usiłując nie wybuchnąć śmiechem. Zawstydzona, przygryzła wargę. -To jest to samo...? No, tak, nie pomyślałam... Przepraszam. Mów po ludzku, bo się nie dogadamy!
   -Irma, ty tak serio? - rzucił, ocierając łzy w kącikach oczu. Uśmiechnęła się delikatnie, lecz opuściła głowę, nie odpowiadając. Dla niego to znak, że już czas, by poruszyć ten temat. Nieważne, iż jego koledzy jeszcze przez 25 minut muszą walczyć o utrzymanie prowadzenia. Na ten wieczór jego priorytetem została blondwłosa dziewczyna. -Irma, wszystko w porządku? Wyglądasz na przybitą.
   -Nic się nie stało. - zapewniła, unikając jego wzroku, ale nie dał się nabrać. Ostrożnie ujął jej podbródek i odgarnął opadające na jej policzki włosy.
   -Nie kłam. - prychnął, by pokazać jej, że go nie oszuka. -Nie wstydź się tego, że coś nie idzie zgodnie z planem, nie zawsze musi. Ja też powinienem właśnie zasuwać na boisku we Freiburgu... I powiedziałem ci o urazie. To nic strasznego.
   -Patrzysz na to z trochę innej strony. - westchnęła, łącząc w końcu ich spojrzenia i zauważyła, że naprawdę jej słucha. -Ty nie możesz zagrać, a ja muszę trenować do mistrzostw i właśnie dziś powinnam zjawić się na próbie, ale tego nie zrobiłam. Widzisz różnicę, prawda?
   Odsunął się powoli, by jej nie przestraszyć. Cała historyjka w jednej chwili złożyła się w całość. Pokłóciła się z Marcelem, a on na nią krzyczał, tak, jak na niego. Gdy tylko sobie to wyobraził, spiął mięśnie i gniewnie zmarszczył czoło. Fornell, ich wspólny przyjaciel, zamierzał ich skłócić, wypominając mu, iż próbuje przywłaszczyć sobie Kastner. Chyba jednak zapomniał, że to działa w dwie strony.
   -Chcesz powiedzieć, że przeze mnie zawaliłaś zajęcia?
   -Nie obwiniaj się o to! - zaoponowała, podnosząc się z miękkiej sofy. Krążyła teraz nerwowo po salonie, wpatrzona w podłogę. -Przecież nic ci nie mówiłam. Ja... Ja nawet nie chciałam tam jechać. Nie miałam już siły. Ledwo przysłałeś wiadomość, czy wpadnę, a on doskoczył do mnie z tekstem, że w niedzielę trening... Zupełnie, jakby przeczuwał, że będę robić coś innego poza tańcem.
   Bo przeczuwał, panienko Kastner. Wywęszył to szybciej, niż pies tropiący. Marcel Fornell we własnej osobie.
   -Teraz ja nie rozumiem. - przyznał, uginając nogę w kolanie, by usiąść na udzie. -Myślałem, że to kochasz, że żyjesz tą pracą. Znudziła ci się?
   -A tobie znudziła się piłka? - odparowała z żalem, zabijając go wzrokiem. -Nie, po prostu jesteś niedyspozycyjny, odpoczywasz. Ja też potrzebuję, a Marcel nie chce mi tego dać. Od dwóch tygodni, dzień w dzień, wałkujemy ten sam materiał, aż w końcu nadszedł ten słabszy dzień, moment zawahania...
   -A on wciąż wymaga. - skończył za nią z pewnością w głosie. Zdziwiona, odwróciła się do niego, dzięki czemu zwrócił uwagę na jej zeszklone tęczówki. Oszczędził zbędnych słów i sztucznych formułek, zwyczajnie wstał z miejsca, podszedł do dziewczyny i przytulił ją do siebie. Gładził jej włosy, spokojnie czekając, aż opanuje nerwy, ona natomiast ufnie chowała twarz w jego klatkę piersiową, nieświadomie zaciągając się przyjemnym zapachem perfum piłkarza. Oboje znali Forniego oraz jego ambicje, spełniane za wszelką cenę, jednak Reusowi nigdy nie przyszło do głowy, że ktoś będzie przez niego płakał. A już tym bardziej dziewczyna, którą obecnie trzymał w ramionach: na co dzień silna, zdecydowana i wredna, w głębi ducha szalenie wrażliwa, podatna na zranienia. To nie było normalne, dlatego obiecał sobie, że podejmie konkretne działania. Jak najszybciej.
   -Porozmawiaj z nim. - szepnął, opierając brodę o czubek jej głowy. -Wygarnij mu to, co czujesz. Zabiera wam prywatny czas, okej, ale w granicach rozsądku. Istnieje jeszcze życie poza zawodami, turniejami i trofeami. Jestem przekonany, że Marcel też dojdzie do takiego wniosku, prędzej czy później.
   -Marco, ja cię strasznie przepraszam. - jęknęła, pospiesznie ocierając wilgotne powieki. -Zarzucam cię problemami, które zapewne cię nie interesują... Wystarczają ci własne.
   -Jeśli mogę, to pomagam. - puścił do niej oczko. -Nie wiesz, kiedy zastaniesz mnie w podobnym nastroju... Więc zabezpieczam się już teraz.
   -I szczerze się przyznajesz. Wariat. - dodała, dźgnąwszy go w żebro. Nie zdążył się wybronić, gdyż usłyszeli gwizdek sędziowski, kończący potyczkę Freiburga z Borussią. Wygraną 1:0 przez czarno-żółtych. Irmina zerknęła na Reusa i uniosła brwi. -Cóż... Wygląda na to, że dali radę bez 'lokalnej gwiazdy'.
   -Bardzo śmieszne. - odgryzł się, pokazując jej język. -A ty, moja lokalna gwiazdo, idź zajrzyj do lustra, bo rozmazałaś sobie tusz do rzęs na tej tanecznej buźce. Ujmuje ci blasku.
   Mogłaby przysiąc, że zarumieniła się jak burak, ale posłusznie podążyła do toalety, zadbać o kondycję swojego make up'u. Zaraz po jej zniknięciu piłkarz złapał za iPhone'a i z menu wybrał listę kontaktów. Zanim zadzwonił do chłopaków, by pogratulować im kolejnych trzech punktów, wysłał sms-a do Marcela. Może nie brzmiał groźnie, ale i nie zwiastował nic przyjemnego.

"Chyba będziesz jednak musiał ze mną podyskutować."

***

Drogie Panie:
Marco Reus. Nowy związek chyba po prostu mu służy (a ja z niecierpliwością czekam na te zdjęcia!!!)! :D

A w rozdziale trochę nudno... Ale to cisza przed burzą. Postanowiłam bowiem przychylić się do Waszego "kiedy ten punkt kulminacyjny" i rozpocząć go już w następnym rozdziale. Będzie długi i rozbity prawdopodobnie aż na trzy części, ale to dlatego, że jest ważny. Same zobaczycie :)

Chciałabym jeszcze poczęstować Was prywatą i zaprosić na mój snapchat: mnk.bnck :) Założyłam kilka dni temu i uwierzcie, zasnapowałabym się na śmierć :p (PS. nie śmiać się, dopiero się uczę, ale przynajmniej przekonacie się, kto dla Was pisze :p)

Do usłyszeniaaaa ❤

wtorek, 9 lutego 2016

Siedemnaście: Tajemnica

   -Poczekam na dole.
   Tak mu powiedziała. Ale czy dokładnie tak zrobi? Schodząc, a raczej biegnąc po schodach na dół, miała coraz większe wątpliwości, czy to dobry pomysł. Była w szoku, nie jakoś przesadnie wyolbrzymionym, ale jednak. Spędzają miło czas, jest całkiem przyzwoicie, nawet prawie mu wybaczyła, a tu nagle, jakby spadły z nieba, doskakują dwie małolaty i niemalże błagają go o zdjęcie. Mało tego, patrzą na nią jak na największą rywalkę, wprowadzając ją w zakłopotanie, aż w końcu pada to pytanie. Irmina rozchyla usta i kątem oka zerka na Marco. Ich spojrzenia łączą się, a potem chłopak kiwa przecząco głową. Bo przecież nigdy nie byli i nie są parą, choć to nie pierwszy raz, kiedy zachowali się zupełnie odwrotnie. Oboje nie potrafią nawet precyzyjnie określić, na jakim etapie znajomości obecnie się znajdują. I choć żadne z nich się nie przyzna, gdzieś w głębi ducha szalenie ich to kręci.
   Wyprysnęła z budynku, zatrzymując się na moment, po czym przetarła dłonią powieki. Nie zaczeka na niego. Bo i po co? Żeby dowiedział się, że płakała? Żeby zrozumiał, że znów się go boi, ponieważ jest jej zupełnie obcy? Co o nim wie? Wprawdzie opowiadał jej sporo o swojej rodzinie, przyjaciołach, co nieco o życiu prywatnym, w krótkich zdaniach troszeczkę o zawodowym... A jednak okazało się, że wiele jeszcze przed nią ukrywa. Nie przypuszczała, że jest w Dortmundzie tak rozpoznawalną postacią. Czyli kim konkretnie?
   Chciała jak najszybciej dotrzeć do bramy wyjściowej, czego nie ułatwiały jej buty na wysokim koturnie. Wiatr rozwiewał jej włosy, nie zapięła płaszcza, więc chłód dostawał się aż pod ubranie, powodując dreszcze na skórze tancerki. Ściemniło się i choć twardo podążała do przodu, z lękiem rozglądała się na boki, sprawdzając, czy nikt jej nie śledzi. Kiedy do celu pozostało jakieś dwadzieścia metrów i poczuła się w miarę bezpiecznie, ktoś znienacka złapał ją za ramię. Krzyknęła przerażona, lecz napastnik natychmiast ujawnił swą tożsamość. Odwróciła się i spojrzała mu w twarz.
   -Ty kretynie. - wycedziła, wręcz kipiąc nienawiścią. Miała ochotę go spoliczkować, ale nie zebrała się na odwagę. -Jesteś idiotą, po prostu idiotą. Dlaczego za mną szedłeś?
   -Bo coś mi obiecałaś. - odpowiedział ze spokojem. -Nie tak się umawialiśmy, prawda?
   -Myślałam, że poświęcisz więcej czasu swoim fankom.
   -Przyjechałem tutaj z tobą, nie z nimi.
   -Super, pięć punktów do kultury osobistej! - zadrwiła, wpatrując się w niego z oczywistym żalem. -Co to miało znaczyć, Marco? Jest w ogóle na to jakieś logiczne wytłumaczenie?
   -Nie wiem, zapewne nie. - mruknął, przesuwając palcami po kilkudniowym zaroście. Wątpił, że wyjdzie bez szwanku z kolejnej wpadki, ale musiał przynajmniej spróbować. -Te laski z kimś mnie pomyliły...
   -Rozpoznały cię z daleka, mówiły do ciebie po imieniu. Nie zrobiłbyś sobie z nimi tej fotki, gdyby zaszła pomyłka. Dlaczego kłamiesz? - spytała z żalem, nerwowo bawiąc się łańcuszkiem torebki. -To nie one się pomyliły, to raczej ja. Sądziłam, że zdążyłam cię poznać w jakimś małym stopniu... Ale wygląda na to, że nie wiem, kim jesteś. Biznesmenem? Aktorem? Wokalistą? Politykiem? A może... Sportowcem. Może jeździsz na nartach, biegasz, grasz w kosza albo... W piłkę. W piłkę nożną.
   Wyobraziła sobie, jak się teraz prezentuje. Krew odpłynęła jej z twarzy, więc pobladła jak ściana. Lustrowali siebie nawzajem, blondyn uśmiechał się tajemniczo, a ona wygrzebywała z pamięci wszystkie informacje, którymi niegdyś zasypywała ją Julia. Farbowany, bo rudy. Kolczyki w uszach. Wysoki, dobrze zbudowany, wąskie usta, szerokie bary. Najdroższe auta, najlepsze metki na ubraniach, gruby stos kart kredytowych w portfelu. Jednym słowem: luksus. Przełknęła głośno ślinę, ponownie skupiając uwagę na stojącym przed nią mężczyźnie. Jeszcze nie wierzyła.
   -Jeśli chcesz o coś spytać, to śmiało. - powiedział stanowczo. Zdecydował się postawić wszystko na jedną kartę, bo nie miał już nic do stracenia. Irmina odkryła zbyt wiele faktów, by mógł się jeszcze bronić.
   -Masz tatuaże...?
   -Tak. Po lewej stronie, od nadgarstka do przedramienia. - nie spuszczając z niej wzroku, rozpiął rękaw kurtki i podciągnął bluzę. Gdy się zbliżyła, pokazał jej każdą dziarę z osobna w świetle latarni. Każda posiadała swoją osobistą historię i znaczenie, każda była dla niego ważna. Domyśliła się tego po sposobie, w jaki o nich opowiadał i choć starała się koncentrować na jego słowach, nie zawsze jej wychodziło. Nadal zbierała dowody, a teraz brakowało ostatniego - wisienki na torcie, do której nie potrzebowała już jego wyjaśnień, dlatego gdy upewniał się, czy to wszystko, przytaknęła i wyjęła z kieszeni smartfon.
   -Pozwól mi tylko coś sprawdzić. - rzuciła, wskazując aparat. -Dla formalności.
   Przygryzł wargę, nie odpowiadając, więc otworzyła przeglądarkę internetową i powoli, majestatycznie wpisała w prostokątne okienko dwa wyrazy. Drżały jej dłonie, denerwowała się, gdyż zdawała sobie sprawę, że chłopak obserwuje aktualnie każdy jej ruch i widzi, jakiego hasła szuka. I znalazła, trafiła. Przejrzała parę pierwszych artykułów, po czym przeniosła się do galerii zdjęć. Widniał na nich ten sam facet, który stał właśnie przed nią. Ten sam.
   -No i co? - odezwał się, zupełnie rozluźniony. -Wyczytałaś coś ciekawego?
   -Marco Reus. - wyrecytowała, czując, że się uśmiecha. Była przekonana, iż wędruje w zupełnie innym świecie, niż dotychczas. Pełnym abstrakcji i absurdu. -Niemiecki piłkarz... Występujący na pozycji napastnika lub pomocnika. Obecnie jest zawodnikiem... Borussii Dortmund.
   Podniosła głowę i przyjrzała mu się uważnie. Pojedyncze elementy układanki zaczęły wreszcie stanowić spójną całość. Blondyn natomiast wzruszył ramionami, oczekując kolejnego kroku z jej strony. To od niej będzie zależeć dalszy przebieg tego kończącego się dnia. Niezwykłego, szalonego i nienormalnego dnia. Cholera jasna, czy Jull akurat w tym aspekcie musiała mieć rację?

~~~

   -Więc tak piłkarze podrywają dziewczyny? - roześmiała się, biorąc do ręki jedną z nagród, ustawionych w równym rzędzie na półce w salonie. Swoją docinką nawiązała bezpośrednio do ich pierwszego spotkania, przed Cocaine. -Najpierw sprawdzają, czy ma fajny tyłek, a później udają, że są anonimowi, dopóki się nie wyda?
   -Niekoniecznie. - zaprzeczył, pojawiając się w pomieszczeniu. -Niektórzy właśnie to wykorzystują, żeby szybciej przypodobać się jakiejś pannie. Zazwyczaj z pożądanym skutkiem.
   -A ty? Nie powiedziałeś mi do samego końca...
   -Nie potrzebuję dodatkowych atrakcji, bez nich też mam wystarczająco dużo problemów, wyłącznie ze względu na medialną osobowość.
   -Stąd ta ściema o "pracy w dużej spółce"? - uniosła dłonie, imitując cudzysłów. Uśmiechnął się pod nosem.
   -Twoja przyjaciółka chce mnie za męża, musiałem coś wymyślić. - odparował, na co oboje zaczęli się śmiać. -Dlatego czasami nie mówię prawdy.
   -A jaki to miało cel w moim przypadku? Nie interesuję się futbolem, nie wiedziałam nawet, jak wyglądasz. Gdybyś się nie przyznał i stwierdził, że, na przykład, prowadzisz firmę reklamową, uwierzyłabym w to. Dlaczego nie brnąłeś w kłamstwa?
   -Ukrywanie się w tym mieście, w ogóle w Niemczech czy w Europie graniczy z cudem, jeśli o mnie chodzi. Szczerze, zaskoczyłaś mnie tym, że nie miałaś pojęcia, czym się zajmuję, rzadko spotykam takich ludzi. Postanowiłem cię przetestować. Nie postrzegałaś mnie jako lokalną gwiazdę, w twoich oczach byłem normalnym człowiekiem i dzięki temu przekonałem się, co naprawdę o mnie myślisz. Poznawałaś mój charakter od prawdziwej strony, a nie tej sztucznie wykreowanej przez internet i gazety czy telewizję. Dowiedziałem się też, co muszę w sobie zmienić, a co poprawić.
   -Wystarczyło po prostu zapytać. - wzruszyła ramionami, przywdziewając na twarz złośliwy uśmieszek. -Przygotowałam całą listę twoich wykroczeń z ostatnich dwóch miesięcy. Chcesz o tym pogadać?
   Przymknął powieki, nieustannie ją obserwując, a gdy nie dawała za wygraną, uległ. Ciekawiło go, jaką ostatecznie opinię mu wystawiła. Ciekawiło dlatego, iż zrobiła to obiektywnie, pomijając jego postawę w blasku fleszy, podczas pracy, denne opisy w sportowych tygodnikach i na portalach plotkarskich. Znała go takiego, jaki jest w rzeczywistości, prywatnie i pomimo, że nie wszystko, co czynił, napawało go dumą, nie wstydził się tego. Irmina wie znaczną część, ale nie całość. Nie ma świadomości jego najgłębiej schowanych zamiarów. I lepiej, by na razie nie miała.
   Siedzieli więc na kanapie, przekomarzając się nawzajem, bo Reus nie zawsze zgadzał się z tym, co zarzucała mu Kastner. Zabrał ją do swojego apartamentu, żeby pokazać jej, jak żyje na co dzień, w cieniu. Tancerkę od samego progu zachwyciła bogata dzielnica i luksus jego posiadłości, lecz nie dała po sobie tego poznać. Zresztą, nie to uznała za najistotniejsze. Nie wodziła wzrokiem po kątach, bo w każdy metr kwadratowy tego budynku władowano tysiące czy miliony Euro. Marco zwyczajnie okazał się pracowitym, utalentowanym mężczyzną i lubił chwalić się gościom swoimi sukcesami. Chyba po raz pierwszy tak mocno jej zaimponował i zauważył to. Dziewczyna podziwiała jego pasję, doceniała, że ją posiada i rozwija, ponieważ to uczucie i stan nie były jej obce. Pod tym względem niewiele się od siebie różnili. Właściwie wcale.
   -Nad tym powinieneś popracować w szczególności! - krzyknęła rozbawiona, wymachując przy tym rękoma. -Kobiety trzeba szanować! Jak ty znajdziesz sobie żonę, jeśli będziesz tak opryskliwie odnosić się do kandydatek?
   -Wspominałaś niedawno, że twoja przyjaciółka nie marzy o niczym innym, poza naszym ślubem. - mruknął, zerkając na nią kątem oka. Roześmiała się jeszcze głośniej.
   -Tak, jeszcze dwa tygodnie temu rzuciłaby ci się na szyję, gdybyś poprosił ją o rękę. - pokazała mu język, kiedy przewrócił oczami. -Ale... Jej walentynki skończyły się lepiej, niż nasze. Chyba, bo od tej pory regularnie spotyka się z naszym przyjacielem z grupy... A ja głęboko wierzę, że im się uda, bo ona i Marcel na to zasługują.
   Reus wyszczerzył się ironicznie, kręcąc głową. No tak, przecież Forni ostatnio ciągle nawija o Julii, w przerwach na prawienie mu kazań odnośnie Irmy. Zrobił się strasznie nudny, lecz, o dziwo, nie przeszkadzało to dortmundzkiej 'jedenastce', wręcz przeciwnie. Oboje znaleźli sobie zajęcie, zatem krótkowłosa tancerka straciła najcięższy filar w swojej obronie. Wprawdzie Robin też się stawiał, ale już nie tak często. Wniosek nasuwał się sam: jeśli dziewczyna zamknie buzię na kłódkę, misternie ułożony plan pójdzie po jego myśli. I czuł w kościach, że tak będzie.
   -To znaczy, że nie mam już u niej szans? - spytał i z teatralnym rozczarowaniem wysunął dolną wargę. -Szkoda...
   -Jeszcze nic straconego... - uniosła brwi, po czym wstała z sofy i podeszła do okna. -Powinnam jej powiedzieć... Na pewno nadal okropnie chce cię poznać. A teraz to w pełni możliwe.
   -Pomyśl o jej relacji z tym Marcelem. Jeśli chłopak faktycznie się zaangażował, a jej także na nim zależy... Rozsypiesz to.
   -Marco, ona jest dla mnie jak siostra... Zawsze mnie rozumiała, zawsze wszystko mi mówiła, tyle o sobie wiemy... Nigdy nie miałyśmy przed sobą tajemnic. Nigdy.
   -Teraz zrobisz wyjątek. - rzucił, na co odwróciła się gwałtownie. Stał tuż za nią, nie dzieliło ich nawet pół metra. -Jeśli się wygadasz, odbierzesz mi prywatność. Nie chcesz tego, prawda?
   -Jull nikomu cię nie sprzeda, ręczę za nią. Nie będzie cię dręczyła, ona po prostu bardzo cię lubi i...
   -Słyszałem to wiele razy. - wtrącił, śledząc jej błyszczące tęczówki. -Za żadnym nie wyniknęło z tego nic dobrego. Ludzie, którzy kojarzą mnie jako piłkarza, widzą tylko wielką gwiazdę, wzór do naśladowania, ideał do łóżka albo worek pieniędzy, a ty tego nie dostrzegałaś. Nie każ mi sądzić, że się pomyliłem.
   -Manipulujesz mną. - skwitowała, ponownie wyglądając przez szklaną szybę. Marco mieszkał na osiedlu Phoenix See, a z jego penthouse'u roztaczał się przepiękny widok na jezioro. Zapadła już późna noc, oświetlone latarniami krajobrazy wywierały naprawdę spore wrażenie. Dawniej bywała w tej dzielnicy regularnie, ale odkąd zasiedlają ją milionerzy, nie pojawia się w niej w ogóle. Uznała, iż zwyczajnie tu nie pasuje. -Próbujesz sprawić, że zatańczę, jak zagrasz. Jeżeli wierzysz, że przekupisz mnie swoimi banknotami, jesteś w ogromnym błędzie. Wsadź je sobie tam, gdzie słońce nie dochodzi.
   -Wraca stara Irmina. - roześmiał się, kładąc dłoń na jej ramieniu. To kluczowy moment: od niego zależy intryga. -Nie powiedziałem, że jesteś dziwką, ani teraz, ani wcześniej. Zaufałem ci, cukiereczku, nie schrzań tego. Może zastanawiasz się jeszcze, jak odwdzięczyć się za znaleziony nieśmiertelnik? Proponuję ci układ, atrakcyjny. - szepnął, pochylając się nad jej uchem. Odgarnął włosy z policzka blondynki, przez co mimowolnie zadrżała. -Nikomu się nie pochwalisz. Julii, Marcelowi, innym znajomym, rodzicom... Nikomu, dobrze?
   -Szantażujesz mnie? - wykrztusiła, trwając w bezruchu. Czuła na szyi jego oddech i potrzebowała zapewnienia, że nie musi się bać. -To brzmi jak groźba.
   -Nie, słoneczko... To walka o dalszą anonimowość mojego życia poza boiskiem. Niekiedy przez plotki cierpi również moja rodzina. Z drugiej strony, nie chcę, by opisywali ciebie lub twoją koleżankę jako kolejną zdobycz Marco Reusa. Nie chcę, byś została kolejną z moich fanek. Możemy być parą bliskich znajomych... Lub przyjaciół. Co ty na to?
   -Podsumowując, zamierzasz wprowadzić między naszą dwójkę, a resztę świata mały sekrecik pod tytułem: "Nieoficjalnie się nie znamy".
   -No, coś w tym stylu. - wzruszył ramionami, gdy uśmiechnęła się delikatnie. -To świetne i bezpieczne wyjście, dzięki któremu dalej będziemy mogli się spotykać. Nic złego, zobaczysz.
   Te trzy zdania jeszcze długo po tym, jak padły, dźwięczały jej w uszach. Marco faktycznie pragnął pogłębiać ich relację oraz chronić drogie jego sercu osoby, nic więcej. Wchodząc w to, musiałaby jednak wyrazić zgodę na zatajanie prawdy przed Julią, a nie wiedziała, czy temu podoła. Stanęła przed niełatwym wyborem i teraz z pewnością go nie dokona.
   -Przemyślę to, daję słowo. - oświadczyła, odważywszy się na niego spojrzeć. Nie wyglądał jak rasowy spiskowiec. -Odezwę się do ciebie niedługo w tej sprawie, a teraz przepraszam cię bardzo, ale powinnam już wrócić do domu... Jutro pracuję... A ty zapewne trenujesz.
   -Zgadza się. - puścił do niej oczko. -Odwiozę cię.
   -Nie fatyguj się, zamówię taksówkę.
   -Nalegam. - odsunął się od niej i poszedł po kluczyki do wozu. -Nie kieruj się tym, że to bogata okolica. Odkąd się wprowadziłem, nie odnotowano tutaj poważniejszych przestępstw, ale kilka lat temu przekonałem się, jak w nocy można obchodzić się z młodymi, atrakcyjnymi kobietami, pozostawionymi bez opieki. Nie pytaj. - dodał, gdy zauważył, że rozchyliła usta. -Długa historia.
   Postąpiła tak, jak sobie zażyczył. Jednocześnie zyskała też pewność, iż wpakowała się w coś, czego do tej pory nigdy nie doświadczyła.

~~~

5. marca 2014, środa
   Prowadziła auto, zmierzając w kierunku mieszkania Julii. Można rzec, że to wyjątkowy dzień, ponieważ ostatnio rzadko zdarza się, by razem wracały z próby. Wessler regularnie urywała się z Fornellem i dopiero następnego ranka dawała znać, że żyje. Irmina nie miała do niej żalu, wręcz przeciwnie, cieszyła się, że im wychodziło. Żałowała jedynie, iż chodząca z głową w chmurach dziewczyna od kilkunastu minut nie odrywała wzroku od komórki, dziwnie uśmiechając się do wyświetlacza. Podejrzewała, że koresponduje właśnie z Marcelem, zatem siedziała cicho, nie chcąc im przeszkadzać. Gdy jednak dostrzegła, że Jull nie stuka w klawiaturę, a przesuwa palcem po ekranie, wzdychając do niego bezgłośnie, nie wytrzymała.
   -Zakochałaś się? - zaczepiła ją złośliwie, szukając sposobu na umilenie sobie czekania na zmianę sygnalizacji. Mijały sekundy, a odpowiedź nie nadchodziła. -Julia... Słyszysz mnie?
   -Co? - blondynka podniosła głowę, wyraźnie wyrwana z transu szturchnięciem w ramię. -Ach, tak... Nie, chyba nie, zresztą, nie wiem.
   -To na co tak patrzysz? - pochyliła się w jej stronę, lecz odbijające się w bocznej szybie światło uniemożliwiało wgląd w obraz. -Ślinisz się jak pies na widok smyczy, wyprowadzić cię na spacer?
   -No, bo... Boże, on jest idealny. - jęknęła, znienacka przysuwając smartfon do klatki piersiowej. Kastner zmarszczyła czoło.
   -Kto?
   -Pokażę ci. - znów puknęła w ekran, podsuwając przyjaciółce aparat prosto pod nos. Po jej twarzy błądził cwany uśmieszek. -Jest, prawda?
   Niczego nieświadoma Irmina zerknęła przelotnie na dziewczynę, a potem spojrzała w dół i zaniemówiła. Nie wierzyła w to, co widzi. Szczerzył się do niej z internetowych pikseli, obejmowany przez ciemnoskórego kolegę z drużyny, chłopak, z którym rozmawiała zaledwie trzy dni wcześniej. Teraz przynajmniej wie, że Borussia Dortmund to czarno-żółte barwy, a Marco Reus gra z 'jedenastką' na plecach. Ze świstem wypuściła wstrzymywane w ustach powietrze.
   -Yhm. - tylko tyle była w stanie z siebie wykrzesać. Brutalny powrót do rzeczywistości zafundował jej pan z samochodu z tyłu, głośnym klaksonem zwracając jej uwagę na pozwolenie na jazdę. Ruszając z miejsca, widziała, iż pasażerka wpatruje się w nią z zaciekawieniem.
   -Nie spytasz, kto to? - uniosła podejrzliwie brwi. Irma prychnęła, uśmiechając się lekko.
   -Nie muszę, domyślam się.
   -Teraz już orientujesz się, kogo mi szukać. - pisnęła podekscytowana, wgapiając się w fotkę z treningu. -Szczerze, to przespałabym się z nim nawet za darmo. Mógłby pieprzyć mnie każdego wieczora i jeszcze w nocy, a i tak nie miałabym dość. Na pewno jest zajebisty w łóżku. Ciekawe, czy lubi...
   -Julia! - krzyknęła, na co ta aż podskoczyła. Krótkowłosa wzięła głęboki wdech, by opanować emocje. -Dałabyś mu spokój! Słyszysz w ogóle, co ty teraz mówisz? On jest tylko człowiekiem, a nie bogiem seksu na zawołanie!
   -Dlaczego go bronisz? - zaintrygowana, odwróciła się do kierowcy. Przygryzła wargę. -Niedawno nie chciałaś nawet na niego patrzeć, a teraz zmieniłaś się w jego prawnika?
   -Bo... W tym wszystkim zgubiłaś Marcela. Przypominam ci, że się spotykacie, a on naprawdę się angażuje. Chcesz to spieprzyć?
   -On nie musi mieć o niczym pojęcia...
   -Zadam ci pytanie. - powiedziała poważnie, zaciągając hamulec ręczny przed wieżowcem kumpeli. Przekręciła się ku niej, patrząc jej w oczy. -Rzuciłabyś Forniego dla jakiegoś tam Reusa, tylko dlatego, że ten drugi gra w piłkę i żyje jak król? No, i oczywiście może mieć tysiące takich, jak ty. Wybrałabyś uzależnienie się od gbura, który jest sławny i huczące od plotek media czy związek z gościem, którego znasz parę ładnych lat?
   Julia milczała. Układała w głowie wypowiedź, która usatysfakcjonuje Irminę, choć ona zorientowała się już, że nie będzie słodko. Nie zamierzała wszczynać kłótni, lecz podejmowała właśnie decyzję i odpowiedź Wessler jej w tym pomoże. Rozstrzygnie: tak czy nie.
   -Kochanie, to moja sprawa. - zaczęła delikatnie, aby ostudzić napiętą atmosferę. -To trudne, więc postaw się na moim miejscu... Niecodziennie nadarza się okazja do chodzenia z piłkarzem, w dodatku tej klasy! Zadowoliłby mnie nawet jednorazowy epizod, reszta się nie liczy. A Marcela naprawdę szanuję, więc nie bierz mnie za...
   -Rozumiem. - ucięła krótko, zaciskając palce na kierownicy. Temat zamknięty. Kochała Jull jak siostrę, aczkolwiek nie przypuszczała, że dla kasy spławiłaby mężczyznę, który darzy ją prawdziwym uczuciem. A może jej pojęcie o miłości jest takie staroświeckie? -Nie będę cię oceniała.
   -Gniewasz się?
   -A z jakiego powodu? Obie jesteśmy dorosłe, same o sobie decydujemy. Zaakceptuję twoje wybory, nawet te najgłupsze.
   Położyła dłoń na kolanie dziewczyny, po czym uśmiechnęła się pokrzepiająco. Mimo to, pożegnały się w dość chłodnej atmosferze. Kastner odprowadziła wzrokiem drugą z tancerek do klatki schodowej, po czym ze schowka wyjęła iPhone'a i napisała sms-a do Marco.

"Miałeś rację... Nikomu nie powiem, obiecuję. Tajemnica?"

   Wiadomość zwrotną odebrała, otwierając kluczem drzwi do mieszkania. Zawierała jedno słowo, które i tak wywołało przyjemne ciepło na sercu.

"Tajemnica."

***

Dobra! Nie mogłyście doczekać się, kiedy Irmina dowie się, kim jest Reus, więc spontanicznie zmieniłam scenariusz i... Już wie :p Zauważcie jednak, w co się wpakowała: podjęła decyzję o spiskowaniu za plecami najlepszej przyjaciółki. Mało tego, nadal nie ma pojęcia o przyjaźni Marco i Marcela, a piłkarz układa sobie co do niej coraz to nowsze plany i zamiary... Ale to wszystko z czasem :D

Ach! Jeśli myślicie, że to właśnie ten 'przełomowy moment' - w jakimś stopniu tak, ale nie o to mi chodziło. Ten drugi też jest już blisko :)

Teraz lecę na egzamin, więc trzymajcie mocno kciuki! ❤